poniedziałek, 30 kwietnia 2012

[742].


śnił mi się sen o trudnej do przekroczenia granicy,
a przekroczyłem ich sporo, na przekór strażnikom
państw i imperiów.

Ten sen nie miał sensu, bo właściwie był o tym, że
wszystko dobrze, dopóki do przekroczenia granicy
nie jesteśmy zmuszeni.

Po tej stronie zielony puszysty dywan, a to są
wierzchołki drzew tropikalnego lasu, szybujemy
nad nimi my, ptaki.

Po tamtej stronie żadnej rzeczy, którą moglibyśmy
zobaczyć, dotknąć, usłyszeć,
posmakować.

Wybieramy się tam, ociągając się, niby emigranci
nie oczekujący szczęścia w dalekich krajach wygnania.


Czesław Miłosz - Granica

***

śniłam wczoraj o wojnie.
wierzyłam, że się uda.
walczyłam, strzelałam.
a potem widziałam wojska wroga - jak zabierają mój teren.

taka prosta metafora.
banał.

niedziela, 29 kwietnia 2012

sobota, 28 kwietnia 2012

[740].

(Vasco Rossi - Senza parole)

***

uprzejmie informuję, że zarzuty wyartykułowane w komentarzach pod poprzednim postem stanowią pomówienie.
nie zbieram przez Fundację pieniędzy na jakość życia.
pieniądze są przeznaczane na lekarstwa oraz badania.
aby łbom mającym igliwie zamiast mózgu było łatwiej zrozumieć, informuję, iż pieniądze nie są przeznaczane na:
- jedzenie (a szkoda! mogłabym żreć tonami sushi, zapijając je hektolitrami wina Ume i zielonej herbaty o smaku wiśniowym)
- ubrania, kosmetyki, biżuterię
- książki lub czasopisma
- fryzjera, kosmetyczkę, krawcową, ogrodnika, kaletnika, zduna
- paliwo, bilety na wyjazdy do safari lub nad góry
- inne duperele.

***

więc jest gorąco.
zima zmieniła się w lato.
w ogrodzie Babci B. sasanki w pełnym rozkwicie, magnolie jeszcze w pąkach, a leszczyny dopiero dwa dni temu namyśliły się na wypuszczenie listków.

dziwna ta biegunowość pór roku.

piątek, 27 kwietnia 2012

[739]. X kurs TS-1.

(Lifehouse - Everything)

***

z przyjemnością informuję, że Hanna Bogoryja-Zakrzewska otrzymała dziś nagrodę uczestników Warsztatów Radiowych podczas Ogólnopolskiego Konkursu Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2012 za reportaż Trzeba walczyć.

***

nie znoszę pobytów w Centrum Onkologii.
chłonę smutek i cierpienie innych, nawet jeśli staram się omijać ich wzrokiem i myślami.

wczoraj nad zupą słuchałam monologu towarzyszki brachyterapeutycznej niedoli.
- w sobotę znajomi wyciągnęli mnie na dyskotekę, mówią mi: "rozerwiesz się, potańczysz, myśli oderwiesz od zmartwień". u nasz dyskoteki trwają do czwartej rano. do drugej wytrzymałam, kolę jedną wypiłam, ani ona smaczna ani niesmaczna była. wiesz, patrzę jak tańczą, oni są zdrowi, co mi tam po tańczeniu. zmęczona jestem, poleżałabym. do domu bym chciała, położyć się, na tańce nie mam siły ani ochoty. ja chora, oni zdrowi, co mi po tej dyskotece.
słucham i milczę.
tydzień temu przetaczali jej krew, bo ma taaaką anemię.
dziecinka. dwanaście lat młodsza ode mnie.
- jedz zupę, jedz, chudzinko. - mówię.
- kiedy ja już pełna jestem. - odpowiada mi, gmerając bez przekonania łyżką w talerzu.
- jedz. każę ci. mam praktykę w karmieniu, bo synka mam. więc jedz, bez wymówek.
trzcinka. bladzioszek. przestraszona chorobą, zabiegami, bezsiłą, niepewnością.
- jedz! - powtarzam - ja żołądka nie mam, a zjadłam, więc ty też musisz. - argumentuję bezsensownie.

i wracam do domu i nie umiem nie płakać.
Babcia B. mówi: nie płacz, córcia. świata nie zbawisz.

***

Powiedział kiedyś ktoś, czytając moje wiersze:
Ach, jak bardzo zazdroszczę pani przebywania w takim świecie!

Więc nad ogonkami po mięso i nad kurczęciem bladym
polatam, ach, polatam.

Nad szpitalem i dziennikiem telewizyjnym
polatam, ach, polatam.

Nad zwyrodnialstwem i gruboskórnością
polatam, ach, polatam.

Nad przyjaciółmi w więzieniu i nad głodówką w kościele
polatam, ach polatam.

Nad kłamstwem zadawanym prosto w oczy
polatam, ach, polatam.

Nad własnym swoim życiem na kulawym skrzydle
polatam, ach, polatam.


(Na wyżynach - Julia Hartwig)

***

smuci mnie ludzka zawiść przebijająca przez niektóre komentarze.
zdumiewa mnie, szanowne trolle, że zazdrościcie mi zbierania pieniędzy.
że komentujecie złośliwie mój wygląd - przecież jestem chora, wyniszczona chorowaniem, cierpiąca - nie piszę o tym, to tautologia.

bolą komentarze, w których staracie się być okrutni.
boli mnie wasza nieporadność, infantylność, prymitywny tok myślenia.
boli brak znaków interpunkcyjnych, polskiej czcionki, chaos szyku zdania.
ech.
nie dość, że mam beznadziejną chorobę, to i trolle żałosne.
przykro mi.

***

Zrób sobie trochę więcej miejsca, ludzkie zwierzę.
Nawet pies rozpycha się na kolanach pana, żeby poprawić sobie legowisko, a kiedy trzeba mu przestrzeni, biegnie naprzód nie zwracając uwagi na przywoływania.
Jeśli nie udało ci się otrzymać wolności w podarunku, żądaj jej tak samo odważnie jak mięsa i chleba.
Zrób sobie trochę więcej miejsca, dumo i godności człowiecza.


(Julia Hartwig)

czwartek, 26 kwietnia 2012

[738]. brachyterapia HDR (4).

(Julian Perretta - Wonder why)

***

ktoś, kto żywi do mnie wiele skomplikowanych uczuć, rozesłał wczoraj po sieci żenujące wpisy na różnych forach, podpisując się chustkowym mailem.
uprzejmie informuję, że zgłosiłam tę sprawę niebieskim.
chowajcie więc komputery, bo będzie wjazd policji.

***

zakończyłam brachyterapię.
z tej okazji zamieszczam pamiątkowe fotografie z cyklu metamorfozy.
tak wygląda pacjentka przed ostatnim zabiegiem, a obok - po.
znajdź dziesięć szczegółów różniących te dwa zdjęcia.

środa, 25 kwietnia 2012

[737]. brachyterapia HDR (4).

***

a ja znowu na pokładzie CO.

śpię.
lubię przesypiać stres.

wtorek, 24 kwietnia 2012

[736].

(Radiohead - Creep)

***

odnotowuję spadek formy, oględnie rzecz ujmując.








wracam spać.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

[735].


(szwedzki kucharz - Hot sauce)

***

- popieprzyłam cukier z solą! - kwiknęłam przy śniadaniu, parskając omletem.
rano, nieprzytomna po bezsennej nocy spod znaku skutków ubocznych leczenia, uczyniłam omleta.
jeśli chcecie szybko się dobudzić, polecam omlet ze szczyptą cukru i płaską łyżeczką soli.

kiedyś, gdy mieszkałam z Rodzicami i uczyłam się gotować, zrobiłam zupę ogórkową.
była pysznie kwaśna i ślicznie zieloniutka.
jej zielony kolor zainspirował mnie do poszukiwania ulepszeń - wsypałam do niej łyżkę curry.
kolor poprawił się, ale na obiad nie mieliśmy już pierwszego dania.

jakie są Wasze topowe gnioty kuchenne?

niedziela, 22 kwietnia 2012

[734].

(James Morrison - Sex On Fire cover Kings of Leon)

***

tyle lat szukaliśmy się, aż się znaleźliśmy.
mariaż doskonały.
pasujemy do siebie, we wszystkim.
nawet gdy rozmawiamy, to intensywnie.
tematy się nie kończą, argumenty latają jak frisbi, iskry się sypią, ziemia drży.

więc jedziemy autem i dyskutujemy z Niemężem.
Syn pyta - a wy rozmawiacie, czy się kłócicie, bo ja nie wiem.
odpowiadamy chórem - dyskutujemy!
Giancarlo na to: ale obiecajcie mi, że jak będziecie się kłócili, to mi powiecie, bo chętnie posłucham.
- a dlaczego? - podpytuję.
nigdy nie słyszałem, żebyście się kłócili, a nie chciałbym tego przegapić.

***

Zimno zabawiała przychówek, a ja udałam się wieczorem na randkę.
się działo.

***

zbieram się do napisania o seksie, erotyce w chorobie.
macie jakieś przemyślenia odnośnie?
może chorzy wypowiedzieliby się?

sobota, 21 kwietnia 2012

[733].

miłej zabawy :D

uśmiechnięte chujaski od Marty


piątek, 20 kwietnia 2012

[732].

(Star Wars - Duel of the fates)

***

szanowni Czytacze,
przedstawiam Wam pierwszy, jeszcze nieukończony, rozdział Star Wars III autorstwa Jana Karola W., znanego na blogu jako Giancarlo.
wczuwając się w rolę sekretarza pisarza, odważyłam się na niewielkie korekty umożliwiające zrozumienie manuskryptu.

Rozdział 1
Star Wars III
Dotarcie na planete. Nabo potrwało krutk, ale droidy już atakowały wtedy.
O mało co nas nie pże.jechała. ogromna. mszyna bojowa
wtedy. jakoś uratowałem. tubylca Naboo
miał na imię JarJar Bińsk powiedział do mnie. "moja dzięk wam moja być twuj dłużnik".
ale ja powiedziałem "lepiej. tu zostań".
ale on powiedział "ale przecież moja być twuj dłużnik"
ale ja powiedziałem "muwiłem coś"
a i otparłem. "musz ty znasz jakieś miasto"
a on wykszyknoł "oszwiście że moja znać miasto".
samolołt nazieny
(...)


czy drżycie z emocji i zaciekawienia co było dalej?

czwartek, 19 kwietnia 2012

[731]. brachyterapia HDR (3).

(Gino Vanelli - Gettin' high)

***

w Centrum Onkologii słucham opowieści.

wczoraj byłam na sali sama.
dziś dołożono do mnie dziewczynę.
od stycznia wie o chorobie.
drzemałam powalona ciśnieniem, a ona monologowała.
o tym, że lekarz podczas USG powiedział ma pani jakiegoś guza, nie wiem jakiego, ale niedługo pani umrze.
o tym, co pomyślała, gdy grunt osunął się spod nóg.
o tym, że w wyniku radioterapii schudła dziesięć kilo i że teraz najważniejsze jest przytyć i zdrowo jeść.
o tym, że boi się wkłucia igły, ale każde proszki może łykać, byle tylko uniknąć wkłuć.
i o tym, że aptekarka poleciła jej taką dobrą maść do wcierania we włosy, żeby nie wypadły od leczenia.
o tym, że z lęku przed brachyterapią przeleżała całą niedzielę pod kocykiem przed telewizorem chociaż czasem było co oglądać, a czasem nic było nic ciekawego i o tym, że nie miała chęci pójść na osiemnastkę do znajomej z naprzeciwka.
o tym, że gdy znajomi zapraszają ją na wyjście na tymbarka, ona odpisuje, że nie ma na razie ochoty.
o tym, że gdy bliscy pytają się, jak się czuje, ona odpowiada, że wszystko dobrze, ale w środku ma taki smutek, bo chciałaby, żeby już wszystko było jak kiedyś.

ech.
serce mi się kraje, gdy myślę, ile jeszcze przed nią drogi.
a na tej drodze same zakręty, rozwidlenia i przewaga ulic jednokierunkowych.

środa, 18 kwietnia 2012

[730]. brachyterapia HDR (3).

(Pink Bazooka - Enola gay)

***

już wiem, dlaczego tak dużo śpię.
mam ciśnienie 84 na 52.

***

rano jedziemy do szkoły.
lodowate słońce odbija się w kałużach, bez bez przekonania nadmuchuje pąki liści.
deszcz próbuje zazielenić przemarzniętą trawę, a fioletowonosi pijacy kiwają się na rogach ulic.
- patrzcie, rodzice - odzywa się Giancarlo, - widać, że przyszła wiosna: okoliczni państwo przebudzili się ze snu zimowego, wyszli na ulice. już nie szyją w domu skarpety na drutach.

wtorek, 17 kwietnia 2012

[729].

(Jovannotti - Quando sarò vecchio)

Quando sarò vecchio sarò vecchio
nessuno dovrà più venirmi a rompere i coglioni
Quello che avrò fatto l'avrò fatto
vorrò soltanto stare a ricordare i giorni buoni
Molti che conosco saran morti
sepolti sopra metri di irriconoscenza
Me ne starò vecchio a ricordare
che non ho ringraziato mai a sufficienza
Chi mi regalò qualche rima baciata
Chi mi ha fatto stare bene una serata
Chi mi ha raccontato qualche bella storia
anche se non era vera

Quando sarò vecchio sarò vecchio
di quelli che nessuno vuole avere intorno
Perchè ha fatto tutto ha visto tutto
e non sopporta quelli che ora è il loro turno
Mi rispetteranno come si rispetta il tempo che
separa lo studio dall'esame
Spero di esser sazio dei miei giorni
eviterà il mio sguardo chi c'ha ancora fame
Nella notte ascolterò disteso
la goccia inesorabile di un lavandino
che scandisce il tempo come un assassino
come un assassino

E poi magari un sabato di maggio,ad una stella chiederò un passaggio
E a tutti i prepotenti dirò ancora
Con me voi non l'avrete vinta mai!
E poi una domenica mattina,ancora sulla pelle il tuo profumo
a tutti i prepotenti dirò forte
Con me voi non l'avrete vinta mai!

Quando sarò vecchio sarò vecchio
di sbagli inevitabili ne avrò fatti 200
E per quelli che io ho fatto apposta
non starò certo lì a offrir risarcimento
Se non sarò in grado quando è ora
mi va di farlo adesso che sono cosciente
Prima che durezza ci separi,ringrazio tutti quanti
infinitamente
Quando sarò vecchio punto e basta
la vita che finisce mostrerà il suo culo
Con la mia pensione di soldato
si sarà consumato tutto il mio futuro
Darò del cretino a tutti quanti
dirò che tutti i libri non servono a niente
E che mille secoli di storia
non valgono un secondo vissuto veramente
Con chi ha combattuto per restare vivo
con chi mi ha aiutato mentre mi arrangiavo
Con chi mi ha insegnato qualche cosa che risplende dentro di me

E poi magari un sabato di maggio,ad una stella chiederò un passaggio
E a tutti i prepotenti dirò ancora
Con me voi non l'avrete vinta mai!
E poi una domenica mattina,ancora sulla pelle il tuo profumo
a tutti i prepotenti dirò forte
Con me voi non l'avrete vinta mai!


***

Bronnie Ware pracowała w hospicjum.
spisała najczęściej powtarzające się wypowiedzi chorych, podsumowujące życie.
1. Żałuję, że nie miałem odwagi na życie takim życiem, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakiego ode mnie oczekiwano.
2. Żałuję, że tak ciężko pracowałem.
3. Żałuję, że nie miałem odwagi, by okazywać uczucia.
4. Żałuję, że nie pozostawałem w kontakcie z przyjaciółmi.
5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszy.


a dla zainteresowanych zamieszczam cytat ze strony Bronnie Ware:


For many years I worked in palliative care. My patients were those who had gone home to die. Some incredibly special times were shared. I was with them for the last three to twelve weeks of their lives.
People grow a lot when they are faced with their own mortality. I learnt never to underestimate someone's capacity for growth. Some changes were phenomenal. Each experienced a variety of emotions, as expected, denial, fear, anger, remorse, more denial and eventually acceptance. Every single patient found their peace before they departed though, every one of them. 
When questioned about any regrets they had or anything they would do differently, common themes surfaced again and again. Here are the most common five: 
1. I wish I'd had the courage to live a life true to myself, not the life others expected of me. 
This was the most common regret of all. When people realise that their life is almost over and look back clearly on it, it is easy to see how many dreams have gone unfulfilled. Most people had not honoured even a half of their dreams and had to die knowing that it was due to choices they had made, or not made. 
It is very important to try and honour at least some of your dreams along the way. From the moment that you lose your health, it is too late. Health brings a freedom very few realise, until they no longer have it.
2. I wish I didn't work so hard. 
This came from every male patient that I nursed. They missed their children's youth and their partner's companionship. Women also spoke of this regret. But as most were from an older generation, many of the female patients had not been breadwinners. All of the men I nursed deeply regretted spending so much of their lives on the treadmill of a work existence. 
By simplifying your lifestyle and making conscious choices along the way, it is possible to not need the income that you think you do. And by creating more space in your life, you become happier and more open to new opportunities, ones more suited to your new lifestyle. 
3. I wish I'd had the courage to express my feelings.
Many people suppressed their feelings in order to keep peace with others. As a result, they settled for a mediocre existence and never became who they were truly capable of becoming. Many developed illnesses relating to the bitterness and resentment they carried as a result. 
We cannot control the reactions of others. However, although people may initially react when you change the way you are by speaking honestly, in the end it raises the relationship to a whole new and healthier level. Either that or it releases the unhealthy relationship from your life. Either way, you win. 
4. I wish I had stayed in touch with my friends. 
Often they would not truly realise the full benefits of old friends until their dying weeks and it was not always possible to track them down. Many had become so caught up in their own lives that they had let golden friendships slip by over the years. There were many deep regrets about not giving friendships the time and effort that they deserved. Everyone misses their friends when they are dying. 
It is common for anyone in a busy lifestyle to let friendships slip. But when you are faced with your approaching death, the physical details of life fall away. People do want to get their financial affairs in order if possible. But it is not money or status that holds the true importance for them. They want to get things in order more for the benefit of those they love. Usually though, they are too ill and weary to ever manage this task. It is all comes down to love and relationships in the end. That is all that remains in the final weeks, love and relationships. 
5. I wish that I had let myself be happier. 
This is a surprisingly common one. Many did not realise until the end that happiness is a choice. They had stayed stuck in old patterns and habits. The so-called 'comfort' of familiarity overflowed into their emotions, as well as their physical lives. Fear of change had them pretending to others, and to their selves, that they were content. When deep within, they longed to laugh properly and have silliness in their life again. 
When you are on your deathbed, what others think of you is a long way from your mind. How wonderful to be able to let go and smile again, long before you are dying. 
Life is a choice. It is YOUR life. Choose consciously, choose wisely, choose honestly. Choose happiness.

a Wy, jakim życiem żyjecie?
jesteście szczęśliwi ze swoich wyborów?
żyjecie zgodnie z sumieniem?

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

[728].


(Once upon a dream - Sleeping beauty)

***

śpię.

śpię trzymając Syna za Jego ciepłą dłoń, oddychając Jego lukrowym oddechem, a Jego cieniutkie, mięciutkie nitki włosów o zapachu malinowego szamponu łaskoczą mnie po policzku.
śpię z ramieniem Niemęża pod głową, oplątana Jego dłońmi, wtulona w Jego udo.
śpię, a Vileda z fachową miną zawodowej masażystki ugniata moje chudości.
śpię w łóżku, na fotelu, na kanapie, krześle, w samochodzie.
śpię w domu, w gościach, wszędzie.
dziś zasnęłam w herbaciarni.

konwersujemy, pijemy herbaty, napój owsiany, jemy ciasta.
i raptem jamuszęspać.
głowa opada na tors Niemęża, ślina leje się po Jego polarze, suwak odgniata na policzku różowy ślad, a jamuszęspać.


jamuszęspać zdominowało moje życie, stąd opóźnienia w pisaniu postów.
bardzo Was przepraszam, ale jamuszęspać.

***

w ramach porannego jamuszęspać, gdy panowie odprowadzali się do szkoły, drzemałam w pościeli.
wtem słyszę:
kochanie, wstań na śniadanie, kupiłem bułeczki, przebierz się. - woła z kuchni Niemąż.
za co? - pytam nieprzytomnie.
może dziś za kobietę?

niedziela, 15 kwietnia 2012

[727].


(Local Vocal - 90's dance music)

***

– Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
– Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie – odrzekł Mistrz.
– Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
– Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego nie widzisz w sobie.

(Anthony de Mello, Wyciągnięcie)

- a dlaczego wujek musiał pójść do kina ze swoją córką, ale bez nas? - Giancarlo nie ogarnia wyimaginowanych problemów dorosłych.
- bo tamta mama nienawidzi ciebie i mnie. - odpowiadam.
- to dobrze, że on już z nią nie mieszka. - Syn kwiczy z radości.

i jeszcze kilka słów de Mello:
Żyć swoim życiem nie jest egoizmem. Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami, żył dla twojej próżności, dla twojego zysku i twojej przyjemności.
oraz:
Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to oznacza tylko tyle, że koncentrujesz się na tym, czego nie masz. W przeciwnym razie musiałbyś doświadczać błogostanu.
i na koniec:
Czy możesz twierdzić, że kogoś kochasz, jeśli nie pozwalasz mu być sobą, jeśli potrzebujesz go psychicznie i emocjonalnie, żeby być szczęśliwym? To, co nasza kultura miłością nazywa, z jej pieśniami i poematami – tak naprawdę miłością nie jest; co więcej: stanowi jej przeciwieństwo. Jest żądzą, kontrolą, posiadaniem.

sobota, 14 kwietnia 2012

[726].

(Anna Maria Jopek - Tylko tak miało być)

***

fot. Agnieszka Retko-Ruszczak

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.


Miłość - Czesław Miłosz

piątek, 13 kwietnia 2012

[725].

(Tom Jones - Delilah)

***

- to niespotykane, że nie krępują się państwo okazywać sobie czułość. - powiedział pan-z-naprzeciwka dziś wieczorem, podczas bardzo eleganckiej kolacji.
i nie wiem, co o tym sądzić.
czy to obciach, zaglądać sobie w oczy i tonąć?
bo mnie to nie przeszkadza.

:>

czwartek, 12 kwietnia 2012

[724].

(Leonard Cohen - First we take Manhattan)

***

jedziemy w trójkę samochodem.
- ooo... leci jeden samolot! - mówi Giancarlo.
- a drugi gdzie jest? - zagajam bez sensu.
- a drugi spadł!


- wiecie, gdybym miał popełnić samobójstwo, to bym się uśpił.
- a jak? - dopytuję.
- normalnie, takim pierścionkiem. przekręciłbym go na palcu i już.


- wujku, wujku!
- słucham? - pyta Niemąż.
- patrz jaka wielka jemioła na drzewie, pocałujcie się,  a potem mnie pocałujcie.


- mam z wami moje najszczęśliwsze życie, jak w zakończeniu filmu, wiecie? - mówi z pełną buzią tylna kanapa, chrupiąc fastfudowe kurczaczki.




chwilo, trwaj.

środa, 11 kwietnia 2012

[723].

(Pink Floyd - High hopes)

***

dziś w programie IV Polskiego Radia, po godzinie 14.00, opowiem kilka słów o kampanii 1% dla Fundacji Rak'n'Roll.
stay tuned!

***

odebrałam wynik rezonansu.
rakelci nie jest ani więcej ani mniej.
za to mniej niż bardzo mało jest płynu w otrzewnej.
gdzieś wyparował.


wtorek, 10 kwietnia 2012

[722]. brachyterapia HDR (2).

(Adele - Rolling in the Deep - cover - The Piano Guys)
***

zalecenia dotyczące brachyterapii
z Centrum Onkologii
no proszem.
jak już skończem leczeniem, nie bendem mogła siem oziembiać.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

[721]. brachyterapia HDR (2).



(Happy Together (Turtles) - ThePianoGuys)

***

pozdrawiam ze szpitala!


jak Wasze święta?
konacie z przeżarcia?

niedziela, 8 kwietnia 2012

[720].

(Andrzej Zauchem - Bądź moim natchnieniem)

***





Radosnych, rodzinnych Świąt!!!
życzą
Chustka
Niemąż
Giancarlo
i Vileda.

sobota, 7 kwietnia 2012

piątek, 6 kwietnia 2012

[718].

(Beck - Pink Moon)
pełnia różowego Księżyca.
to dziś.

***

byłam na rezonansie.

***

znajoma zapytała się, czego powinna mi życzyć na Święta. że może zdrowia.
nie, dziękuję, nie czeba.
oby tylko nie było gorzej.

oby nie było gorzej.

***

dziś pełnia.
czuję ją przez wypustki na skórze.
staję się niespokojna, czujna.
więcej widzę, wyraźniej słyszę.
i wyrasta mi sierść między palcami stóp. toczę pianę.

dzisiejsza pełnia nosi nazwę Pełni Różowego Księżyca:
Full Pink Moon – this name came from the herb moss pink, or wild ground phlox, which is one of the earliest widespread flowers of the spring. Other names for this month’s celestial body include the Full Sprouting Grass Moon, the Egg Moon, and among coastal tribes the Full Fish Moon, because this was the time that the shad swam upstream to spawn.

***

w ostatnie lato wróżono mi z ręki.
powiedziano mi, że widać we mnie moce tajemne.
na szczęście nie zapamiętałam dokładnie o co chodziło, jestem więc uratowana - nie wykorzystam potencjału, bo nie wiem, gdzie go mam.

wierzycie chiromancji?
Tarotowi?
wahadełku?

czwartek, 5 kwietnia 2012

[717].

dziś wieczorem w TVP1 film Alinki Mrowińskiej pt. Magda, miłość i rak.
zapraszamy na seans!

***

Syn skrzywił się, że reklama jednego procenta jest słaba: nikt mamo nie uwierzy, że jesteście chore, bo ładnie wyglądasz, głośno się śmiejesz i tamta druga pani też ładna i roześmiana.

chciałabym zakrzyknąć - nieprawda, o mój Synu, albowiem Twoje myślenie - słodka dziecino - na poziomie siedmiolatka jest.
lecz głos mnię grzęźnie w gardle, bo znam dorosłych, którzy tego rodzaju cliché głoszą z miną specjalistów onkologów, znawców świata, win i kobiet.

rozbawiły mnie komentarze na fanpejdżach twarzoksiążki, utrzymane w stylistyce niesmaczna/chamska reklama, bo gdyby te panny wiedziały, czym jest cierpienie z powodu choroby nowotworowej, to tak z uśmiechem nie mówiłyby o chorowaniu.

tirli-tirli.
ciurli-ciurli.
tra-la-la-la.

***

złapałam dziwną fazę po brachyterapii.
od przedwczoraj jakbym w ciąży była, czyco.
(anestezjolog był piękny jak marzenie, ech).
mdli mnie.
do urzygu mdli mnie.
dajcie śledzia!
czekolady!
kiszonego ogóra!
miodu!

***

męczyłam się, męczyłam, aż się udało.
udało się mi przestawić wyświetlanie komenciów na blogasku.

to pewne: od dziś posty i riposty nabiorą sensu.

środa, 4 kwietnia 2012

[716].

(RnR - Zbieramy 1% - demejkinof)

tu: radiówka.

podoba Wam się reklama?
nie podoba?

***

a dziś wieczorem w Panoramie w TVP2 opowiem Wam kilka słów o cyckach, nowych fryzurach i dragach.
(informacja dla leniwców: o Fundacji jest od siedemnastej minuty).

wtorek, 3 kwietnia 2012

[715]. brachyterapia HDR (1).


(Hiatus & Shura - Fortune's fool)
nie wszystko jest tym, czym się zdaje być.

***

Alert24.pl
TVP.info
Kampanie społeczne.pl
Biuroprasowe.netpr.pl
Gazeta.pl
Demotywatory.pl
Mediarun.pl
Wykop.pl

a to fota z FB

***

wróciłam na chwilę ze szpitala.
lotta continua!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

[714]. brachyterapia HDR (1).

(Krystyna Janda - Jeśli ty nie istniałbyś)


Jeśli ty nie istniałbyś
To po co istnieć miałabym?
Patrząc jak co dzień żal, szary żal
Do mych myśli składa rym?
Jeśli byś nie istniał ty
Czy myśli me rzeźbiłyby
Miłość z wiatru i mgły, a ma dłoń
Dotyk tych cudownych dni
Czy pamiętałby?
Jeśli ty nie istniałbyś
Dla kogo smutki szłyby w cień?
Czy dla tych, których twarz, uśmiech, szept
Zapominam z dnia na dzień?
Jeśli byś nie istniał ty
Lub gdybyś krążył Bóg wie gdzie
Gnałabym śladem twym niby liść
By wytańczyć słowa te:
Ach, dojrzyj, ogrzej mnie...
Jeśli ty nie istniałbyś
To po co ja istniałabym?
Przy kim bym mogła śmiać się do łez
I zapłakać zmierzchem złym?
Jeśli byś nie istniał ty
Czy mogłyby pytania te:
Po co żyć? Po co żyć? Zmienić się
W proste słowa: kocham cię
Na dobre i na złe



***


w trybie natychmiastowym żądam wywiezienia mnie na Mazury.
chcę leżeć otulona kocykiem, schowana pod parasolem w łódce, patrzeć jak Niemąż z Synem moczą się w jeziorze, chlapią się wodą i podglądają ławice maleńkich rybek.

i chcę na kajak! proszę mnie natychmiast przepłynąć Krutynią.
niech będzie tak, jak zawsze.
pogoda niech dopisuje, Niemąż niech wiosłuje, Giancarlo niech Mu pomaga.

i do lasu proszę mnie zaprowadzić, na poziomki, na grzyby.
możemy nawet się zgubić - tak jak ostatnio.

i proszę rozpalić ognisko koło stawu i upiec kiełbaski i ziemniaczki.

i chcę do Rynu, do Biedry. tam w koszach, w środkowych alejkach, są fascynujące bylecosie.
i do RAST-a w Mrągowie też chcę. umoszczę się jak zwykle w koszu na zakupy, a moi Panowie niech mnie wożą.
taka wola moja.

***

witaj, szpitalu.
ja tu tylko na chwilkę.
jasne?

niedziela, 1 kwietnia 2012

[713].


(Hiatus - Save yourself)

***
śpisz.
a ja patrzę na Ciebie, na Twoją pogodną buzię, lekko rozchylone usta.
włosy rozrzucone na poduszce.
jakbyś przysnął na łące, bo pościel w kwiatki.
kładę głowę koło Twojej i szepczę Ci do ucha to, co wiem.
że Cię kocham.
bardzo mocno.
że dziękuję Ci, że jesteś.
i dziękuję za to, kim jesteś: mądrym, prawym, łagodnym i uczciwym chłopcem.
dziękuję za nasze rozmowy.
za to, że dzielisz się światem widzianym Twoimi oczami.

a potem truję już po matczynemu.
- pamiętaj Synku, nigdy nie bądź oportunistą.
bo tego nie zniesę, bo wyjdę z katakumb.
i będę Cię straszyć, jak sowa robić huu-huuu! zza drzewa, winkla, lustra.

więc zapamiętaj.
wierz w ideały i walcz o nie.
bądź dobry i sprawiedliwy.
zawsze szukaj prawdy.
kochaj całym sercem.
tylko wtedy będziesz żyć.

pytaj, błądź, stawaj w poprzek, płyń pod prąd, znajduj.
sam wyznaczaj drogę.
nigdy nie uginaj karku.
masy nie pokonasz, ale kropla drąży skałę.
celebruj Twoje życie.

to mówiłam ja.
twoja matka.
walcząca o każdy dzień.

rys. Raczkowski
reszta - w liście.
przeczytasz, gdy nadejdzie mój czas.
 
©KAERU 2010
Wszystkie prawa zastrzeżone Sałyga