piątek, 14 maja 2010

[35]. postanowienie.

z rakiem czy bez, nie mogę przecież wyglądać jak fleja, byłam więc u fryzjera.
moja ukochana Iwonka ostrzygła mnie tak jak zazwyczaj, tj. tak, jak zechciała. lubię to: wchodzę do fryzjera nie wiedząc, z jaką fryzurą wyjdę. tym razem powiedziała, że nie ostrzyże mnie króciutko, bo i tak mam już główkę jak makówkę.
nie lubię nawiązań do mojego wychudzenia, drażnią i kłopoczą.

boki bolą mnie już od rekonwalescencji po operacji. nie można tyle w domu siedzieć!
po fryzjerze sterroryzowałam Niemęża i pojechaliśmy do Babci B., dowiedzieć na co jestem chora wg dzisiejszych badań kliniki.
potem, trochę podstępem, udało mi się Go namówić na zakupy w centrum handlowym.

a teraz odpoczywam w pościeli, obłożona kanapkami, herbatką, książką.
misja spełniona :)


aha.
ciekawi niech wiedzą: rak żołądka.
będzie dobrze, tak postanowiłam.



chyba dobrze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

 
©KAERU 2010
Wszystkie prawa zastrzeżone Sałyga