niedziela, 23 września 2012

[888].

o, jakie ładne czy bauwanki w tytule posta!

***

usprawniam się.
daję już radę powoli przekręcać się na boki w pościeli.
och, jakież to przyjemne!

***

złożyła nam dziś wizytę Lumpiata z Synem, wczoraj była Wróbel z Miłym i Córeczką.

lubię takie spotkania, choć właściwiej byłoby napisać, że  t y l k o  takie spotkania lubię.
lubię uczestniczyć w rozmowie, gdy ludzie potrafią mówić i umieją słuchać.

cieszy mnie, że Syn też lubi rozmawiać.
pamiętam jednak, że kładzenie podwalin było czasem trudne dla mnie emocjonalnie (chyba nie pisałam do tej pory o tym na blogu).

w zamierzchłych czasach, będąc adeptem sztuki mówienia, około szesnastego - siedemnastego miesiąca życia, Pulpet ukochał kolejnictwo.
niestety, w okolicy sieć kolejową mamy rozbudowaną.
prócz lokomotywy do ciągania na sznurku, drugiej - gumowej - do obśliniania rozmiękniętymi chrupkami kukurydzianymi, zagadnienie było eksplorowane w realu.
sondowanie rozpoczynało się bezpośrednio po wejściu do auta mantrą powtarzaną co dwie minuty- czy zobaczymy dziś pociąg(i) osobowe czy towarowe, w jakich będą kolorach.
jeśli jechał pociąg, temat załatwialiśmy raz - dwa.
- pan dróżnik zamyka szlaban.
- tak Synku, zamyka.
- zamyka. szlaban świeci i dzwoni.
- tak, Synku, najeżdża pociąg.
- maa-ma, nie ma pociągu.
- zaraz nadjedzie.
- mama, nie ma pociągu.
- cierpliwości, Synku, zaraz nadjedzie, dlatego pan dróżnik zamknął szlaban. stoimy przed zamkniętym szlabanem i czekamy.
- pociąg, jedzie pociąg.
- tak Synku, jedzie.
- stoją samochody, pociąg jedzie, pan dróżnik zamknął szlaban.
- tak Synu, czekamy na otwarcie szlabanu.
- szlaban jest zamknięty.
- Synku, czekamy na otwarcie szlabanów.
- dróżnik szlaban otwiera, pociąg nie jedzie, samochód jedzie.
- tak, Synu, samochody muszą poczekać na otwarcie szlabanów przez pana dróżnika.
- nie wolno jechać, pan dróżnik szlaban zamknął.
- tak Synku, nie wolno. dlatego szlaban został zamknięty.
- a kiedy teraz pan dróżnik zamknie szlaban?
- gdy będzie jechał pociąg.
- maa-ma, nie ma pociągu.
- Synku, teraz nie jedzie, właśnie pojechał.
i takśmy sobie konwersowali przed każdym przejazdem kolejowym - strzeżonym, niestrzeżonym (maa-ma, gdzie jest pan dróżnik?), z dworcem pasażerskim (mama, patrz, ludzie!), z uszkodzoną sygnalizacją dźwiękową (a dlaczego nie działa?).
każdym!!!

szczęśliwy to był dzień, gdy pociąg nie nadjeżdżał.
- nie ma pociągu. dlaczego nie ma pociągu? - Syna dopadało trans-rozczarowanie.
a mnie kamień z serca spadał, że udało się mi przemknąć do Babci B. bez rozmawiania do ochrypnięcia o pociągu, szlabanie i dróżniku.
hi, hi, hi.
zła matka, złaaa.

284 komentarze:

  1. No znam to - może nie az tak rozbudowane, ale mój mały Mężczyzna ma nadal wielkie ciągoty do pociągów. I tez możnaby w kółko i jeszcze, jeszcze ;) Dzieci są nie do zdarcia. No i Ty też - tak trzymać! :)
    Dare

    OdpowiedzUsuń
  2. no proszę , proszę, Chusta wędrowiczka ,nic nie usokaja tak jak pobytawt u babci i jej mąde rady,ja zawsze jeżdze d swojej babci kiedy potrezba mądrego słowa ...
    więć jest lepiej i o to nam Wszystkim chcodziło!!
    jesli to nie tajemnica to jaka operację przeszłaś ,ale oczywiście zrozumiemy jak bediesz chciałato zachowac dla siebie ,pozdrawiam

    ps , czyżby podium?
    są przewidziane nagrody wel upominki za miejce na pudle ;);):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry wieczór chusteczko. Mój syn też był fanem kolejnictwa ale po poierwsze b.rzadko staliśmy przy zamkniętych szlabanach a po drugie on b.późno zaczął mówić/3,5roku. Pamiętam że na thomasa z bajki mówił na pooczatku tutnn. Senkju for atenszyn :)
    ps.b.się cieszę że jesteś. I koleżanki masz fajne.

    OdpowiedzUsuń
  4. jak
    bardzo
    cieszę
    się
    że
    jesteś

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wiem czemu, ale głupio przypomniało mi się Pulpecji: piniondz nie pływa, kaczka pływa (za sprawdzanie dostała w tyłek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gupi piniondz bo tonie!


      moc usciskow Chustolocie!

      Usuń
  6. Jak ja się cieszę, że jesteś, wracasz!
    [To 4. wariant tej wypowiedzi. Za każdym razem coraz krótszy. Przy twoich - tak cyzelowanych, dopieszczonych - każde słowo zdaje się nie na miejscu].
    Sił! Do obracania się, wstawania, stania, siedzenia, przytulania...

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie fascynacja pociągami jakoś ominęła
    ale mój brat ma syna rok starszego od mojego i jeździli na Warmię co tydzień samochodem (wizyty u dziadków). i wszędzie samochodem. bo to wygodnie.
    Kiedyś , gdy chłopaki mieli 7,8 lat mój Tato wymyślił wycieczkę do Krakowa. bo daleko i najlepiej samolotem, bo to na pewno atrakcja! Na to syn brata: "chciałbym kiedyś pojechać choć raz pociągiem" :)

    rok temu pojechałam na wycieczkę z pomorskimi dorosłymi autystami na Kaszuby. byli dorośli i jeden ośmiolatek. Ośmiolatek był moim podopiecznym. wyjeżdżając z Gdańska, który parę miesięcy przed EURO był cały rozkopany "w budowie"- Małemu kręciła się szyja z głową. wszystko go interesowało. A jak przejeżdżaliśmy nad torami, nie można go było utrzymać na miejscu, biegał po całym autokarze, bo może przejedzie pociąg. nie dało się nad tym zapanować.

    Obracaj się w pościeli na wschód, zachód, północ i całe środkowe południe :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Synek lat dwa, ćwierć wieku temu- dwie fascynacje: KOPARA (ach, spacerki na budowę;-)) i LEJCZYK (lejcz, tfu- jelcz, mały i plastikowy).
    Dobrze, że jesteś:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Również odbębniałam łażenie po budowach. Tyle, że z bratem (16 lat różnicy). Młodszy chodził po takim placu i mruczał pod nosem "Tu leży cement, tu stoi betoniarka, to gdzieś tu blisko musi być jeszcze woda".

      Usuń
  9. Chustko, ja Cie nie chce martwic, ale niektorym zainteresowanie tzw. "kolejnictwem" pozostaje do czasow poznej starosci. Nic sie nie liczy, byle gadac o kolei;-)
    Potem juz nikt nie zwraca na to uwagi, traktujac hobby jako nieszkodliwe dziwactwo, nawet gdy pojawiaja sie zagadnienia dotyczace wykolejenia;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam koleżankę.
      nic nadzwyczajnego.
      koleżanka ma męża.
      nic nadzwyczajnego.
      mąż pracuje w ZTM.
      nic nadzwyczajnego.
      w "dziale tramwajowym"
      nic nadzwyczajnego.
      pracuje tam, bo lubi tramwaje.
      nic nadzwyczajnego.
      ale to, że utrzymuje, że pamięta jak jechał pierwszy raz w życiu ze szpitala po własnym urodzeniu tramwajem, i widział szyny do dziś pozbawia mnie tchu :D

      Usuń
    2. Widocznie ma nadzwyczajna pamiec :D

      Usuń
  10. Witaj:)
    To coś jak mój: mama a co to za marka?
    -audimercedesfiatwolkswagenmerdcedesfiatfaiat...
    od rana do wieczora. :)
    Ściskam serdecznie:*

    OdpowiedzUsuń
  11. tak się cieszę, że jesteś ;*
    nie odzywałam się nigdy, ale dzisiaj muszę cokolwiek napisać.
    Mam 17 lat. Od 15 roku życia walczę z białaczką. Teraz jest lepiej. ale i tak, jest mi po prostu wstyd, że jestem tak słaba, że nie potrafię walczyć z choroba tak jak Ty kochana chustko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę...nigdy nie jest łatwo walczyć...Trzymaj się!!!!!!!

      Usuń
    2. Magda, to tylko Tobie wydaje się, że brak Ci sił. Walczysz przecież od dwóch lat. Nie wyobrażam sobie, jakiej to siły musi wymagać. :*

      Usuń
    3. Magda, nie jestes slaba. prawdziwa sila to wstajac codziennie rano dokonywac dokladnie tych samych wyborow co poprzedniego dnia. :*

      Usuń
    4. Magdo, prawdziwa siła to podejmowanie walki mimo słabości. i Ty to właśnie robisz, kochana siłaczko! :*

      Usuń
    5. Dziękuję, nie spodziewałam się tak wielu miłych słów! dziękuję, dziękuję, dziękuję!
      Chciałabym być tak silna jak chustka, chciałabym potrafic odnajdywać szczęście w każdym dniu..może jakaś recepta?

      Usuń
    6. Żyj uważnie.:)

      Ważne, że walczysz. Po swojemu. :*


      Usuń
    7. moje slowa nie sa mile - sa prawdziwe :) nigdy nie mowie ludziom czegos w co nie wierze, tylko po to, zeby im bylo milo. jestes taka silna. tylko do konca jeszcze o tym nie wiesz. :)

      Usuń
    8. a ja się cieszę, że Ty też jesteś :)
      2 lata zmagań to dużo
      :*

      Usuń
  12. Z moimi dziećmi musiałam co rusz jeździć pociągiem, myślałam, że im się znudzi, ale gdzie tam...
    Jazda z Gdyni do Gdańska i z powrotem,nie powiem, dla mnie niezbyt interesująca, studiowałam w Gdańsku, siłą rzeczy jeździłam pociągiem, ale dzieci miały frajdę i przy okazji nauczyły się nazw dzielnic.

    OdpowiedzUsuń
  13. A moja trzecia, jest rozgadana więcej i szybciej niż dwie starsze. Zaczęła jak miała osiemnaście miesięcy teraz ma niespełna dwa i gada zdaniami, a spróbujcie jaj nie odpowiedzieć!!!Zagada na śmierć.

    Mówi na przykład do Taty na Skype :dobranoc Tatusiu kochany, wyłącz się już,niech Ci się śnią aniołki.

    A rano jak włączam kompa i czytam Chustkę: Będą rybki?, będą pływać? nakarmimy rybki?
    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, kiedy ja czytam Chustkę, moja młodsza też zawsze przyłazi "rybki karmić" :)

      Usuń
  14. A mój cztero-i-pół-latek jest zafascynowany II wojną :)Nie wiem od czego to się zaczęło -może od obejrzenia pięć razy pierwszego odcinka Czterech pancernych? Wyobrażacie sobie nasz tygodniowy pobyt na Mazurach i nie gasnące pytanie "tato a ten budynek to też z wojny?"A u nas w okolicy to każdy nieotynkowany lub budujący się dom też zostaje zakwalifikowany do wojennych :)
    Droga Chusteczko sił ogromnych Ci życzę z całego serca!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak dobrze, że jesteś.
    Ja do umiejętności mówienia i słuchania dodałabym jeszcze umiejętność milczenia. Tę również posiadają panie Lumpiata i Wróbel.
    Niektóre mogłyby się od nich pouczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam sie, umiejetnosc milczenia jest nieoceniona. moja najlepsza przyjaciolka od 10 lat mieszka na drugim koncu swiata. przewaznie widujemy sie tylko raz do roku. ale jak jestem u niej to najbardziej lubie piatki. w piatki ona rano pracuje z domu, ale dzieci i tak ida do przedszkola. jak skonczy prace to idziemy na obiad w nasze ulubione miejsce a potem mamy jeszcze jakies dwie godziny przed powrotem dzieci, kiedy siedzimy w kuchni popijajac herbate i przewaznie prawie nie rozmawiajac, kazda z nas cos przeglada lub czyta. a jest w tej ciszy cos tak krzepiacego i kojacego jakbysmy wlasnie obgadaly problemy calego swiata i znalazly na nie rozwiazanie.

      Usuń
  16. Bauwanki piękne!
    A ósemka w poziomie to symbol nieskończoności.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pamiętam jak moja Daria, lat dziś 11, też nie do końca ogarniała procedury dorosłego świata. Najbardziej nie rozumiała takiej abstrakcji jak kłamstwo i jak się dowiedziała, że w ogóle zmyślanie czy kłamanie jest możliwe, to za każdym stwierdzeniem dopytywała: mówisz/on/ona/mówi prawdę? :)

    Fajni są ludzie, co słuchają. Którzy są zainteresowani. Co pamiętają. Bardzo niewielu takich.

    OdpowiedzUsuń
  18. =>Do Rybenki (jeśli Chusteczko można tu tak Twoje miejsce wykorzystać, tak lubię z nią pogadać). Wiesz, Kochana, z tymi obozami to jest tak że to jest córy pasja. Od 7 bodajże lat. I ja jej tak strrrrasznie tego zazdroszczę bo nigdy takiej pasji nie miałam. I mimo obaw, mimo lęku o nią, kibicuję jej z całych sił bo to kocha. Plusem jest to że mając lat szesnaście nie lata na imprezy, nie przesiaduje z chłopakami pod blokiem leniwie sącząc piwo :). Te obozy to odpowiednik harcerstwa z moich lat młodości - świetni ludzie, cudowny klimat i hartujące ciało i ducha zajęcia. Choć czasami poziom ich trudności przyprawia mnie o silny ból głowy :). Ale jeżeli to ją nie złamie to chyba z większością trudów w życiu sobie poradzi. Tego się trzymam pakując jej po raz kolejny menażkę, nóż, kompas i latarkę do plecaka. Ahoj przygodo! PS Jeżeli ktoś ma ochotę i chciałby popatrzeć w czym rzecz to polecam: www.porzecze.pl (mam nadzieję że nikt nie odbierze tego jako kryptoreklamę :) po prostu uważam że to świetna sprawa).
    Chusteczko - cudnego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlaściwie to się okazuje że cię rozumiem. Moje starszaki co roku spędzaja kilka tygodni na obozie konnym, sport , który też mi spędza sen z powiek czasami... Ale to miód na moje serce, że tak w konskich warunkach, trochę pracując przy wywalaniu gówna końskiego, żyjąc w ciut spartańskich warunkach spędzają wakacje.
      od 7 lat:)

      Usuń
    2. mój Nielat to 16-letni harcerz... ale :0 plecak już sam pakuje :) (co nie zmienia stanu rzeczy, że sprawdzam ten plecak i uzupełniam niedobory kiedy Nielat śpi)... w minione wakacje mamy za sobą pierwszy prawie 10 dniowy wypad w grupie samej młodzieży (w prawdzie na stanicę harcerską, ale bez dorosłej opieki)... kurcze, przeżyli wszyscy, choć mieliśmy stracha, że zginą z głodu ;) skoro kucharek nie będzie :P a tu masz... naumieli się gotować dla dużej grupy !!! i pilnować maluchów (przedział wiekowy od 11 - 20 lat)

      Usuń
    3. => Rybenka. Tak tak - zgadzam się całkowicie. Wywalanie gówna dobrze wpływa na światopogląd (w przypadku mojego dziecia akurat psiego bo tam też jest hodowla psów). Obieranie kilku ton ziemniorów, przerzucanie węgla, mycie się na komendę i tylko przez 2 minuty także :). Więc niech się nam dzieciaki hartują - na zdrowie im wyjdzie. Choć nam w tym stresie niekoniecznie :)
      => Spokojna Noc. Hehe - Twój nick niekoniecznie do mojej nocy w weekend :). A co do pakowania to moja też nie chce pomocy ale ja wolę sprawdzić czy to moje roztargnione dziecię pakuje jest na pewno wszystkim czego potrzebuje :). Taka nadgorliwa jestem.

      Usuń
    4. Justa
      Niech hartuja sie jako ta stal!

      Usuń
    5. => Justa - oj, właśnie dlatego, jak tylko Nielat zasypia ja dopadam plecaka i robię w nim gruntowny remanent :p czyli zabieram nadmiary i uzupełniam niedobory :P... najczęściej niedobory to obszar ręczników i skarpetek, a nadmiary to kominiarki i inne akcesoria dziwnej natury... latarki itp.

      (demirja.blog.pl)

      Usuń
  19. Kolejnictwo.Taaaa...Co 2 tyg.wycieczka do Muzeum Kolejnictwa. Stanie w aucie przy torach,aż nie przejedzie pociąg. Oglądanie setek filmów z pociągami na You Tube. Na przemian z filmikami przedstawiającymi piorącą pralkę. Są takie,o dziwo i mają wysoką oglądalność. Spiewanie 10 razy dziennie hymnu fana kolejnictwa "Konduktozie łaśkawi".
    Śpiewanie nieświadomie stuningowanej kolędy:
    "Oddawali swe ukłony poooo toooorzeeee!"

    Przypomniałam sobie to z wielkim rozczuleniem. Ech...
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  20. :) :) :) też znam jednego takiego niegdysiejszego wielbiciela pociągów... ile niedzieli przestałam na dworcu kolejowym (10 - 15 minut spacerkiem od ówczesnego miejsca zamieszkania) jeżu kolczasty, tylko ja to wiem :| ... cóż, z czasem przeszły Nielatowi te zainteresowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, taaak! też chodziliśmy oglądać pociągi :D :D
      ... niezapomniane pozostaną godziny spędzone na dworcu w oczekiwaniu na pociąg :D

      Usuń
    2. Fajnie miałyście. Ja musiałam uskuteczniać przejażdżki - spod Poznania do Poznania - godzina zwiedzania dworca - powrót. I tak regularnie. Taka weekendowa tradycja była. Samo obserwowanie pociągów to było mało ;).

      Usuń
    3. na całe szczęście (przemycony wafelek lub inny słodkość w mojej torebce) potrafiłam znaleźć argumenty na rzecz oglądania, ale też ułatwiała mi to kolej, bo u nas więcej jeździło towarowych niż osobowych :)
      dodam tylko, że poza oglądactwem pociągowym Nielat miał jeszcze słabość do koparek i spychów... i jeżeli tylko miało to monstrum operatora, to moje bardzo nieśmiałe dziecię (nieśmiałość przeszła mu gdy miał jakieś 5 - 6 lat) nie odeszło od pojazdu aż nie spędziło kilku chwil w kokpicie i nie posiedziało na miejscu kierowcy... to dopiero było czasochłonne zajęcie !

      Usuń
  21. Z wózeczkem przystawałam na moście, bo córka też lubiła popatrzeć na pociągi w dole. Pewnego dnia szłam bez wózeczka...i też przystanęłam. Siła przyzwyczajenia...

    jokookun

    OdpowiedzUsuń
  22. Dłuższa notka = mniejszy ból.
    Bardzo się cieszę.

    Be zakręcony na pociągach do dziś.

    OdpowiedzUsuń
  23. tak, to się bardzo miło wspomina. na bieżąco może wykończyć/sprowokować nieprzemyślane wypowiedzi :-) no, przynajmniej u mnie.

    jakoś nie mogę uwierzyć, że się na BOKI przewracasz... u Ciebie to chyba boczki? pozdrawiam boczki!

    OdpowiedzUsuń
  24. Mój ukochał koparki... a co ja wiedziałam o koparkach? Zachwycałam się, że żółte, że jadą itp. On miał wtedy niespełna 2 lata. Potem przyszła faza na autobusy, co to był za odlot! Raz wykombinowałam rozmowę z kierowcą autobusu,a to było tak, jakbym audiencję u wszechmogącego wydreptała. Emocje były ogromne. Fajnie powspominać. Dobrego dnia, Chustko.

    OdpowiedzUsuń
  25. Cześć Chusteczko! :*

    Ja mam teraz tę fazę. Ciągle o tym samym, po tysiąckroć...
    :) Ale to fajny etap. Dla mnie. Bo do niedawna nie mówił i baliśmy się o autyzm. Teraz mamy szansę na Zespół Aspergera. Aż. Tylko. Dla mnie tylko. :)
    Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia.

    A siedzenie przy takim żądnym wiedzy maluchu, jest fascynujące, gdy mówi... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas ścieżka wyglądała tak: autyzm-Asperger-ADHD-cechy ADHD.
      Dobrze rozumiem ów punkt.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. U nas też tak było, na początku był autyzm i został do teraz. Kontakt z młodym jest, ale ma fascynacje takimi rzeczami,że nie wiem jak z nim rozmawiać. Nie znam się po prostu:-(.
      Ostatnio zadał mi pytanie :kto wymyślił,że na banknotach jest taki a nie inny król? Wymijająco odpowiedziałam ,że wymyślono w mennicy państwowej. Odpowiedź nie została zaaprobowana, bo w jeśli w mennicy to przecież ktoś to musiał wymyślić i jakim kryterium się kierował. ...Wymiękam czasami.

      Usuń
    3. Gabi: to przecież jasne: projektant banknotów. Trudniejsze są pytania: JAK wymyślił:) Mam wrażenie, że rozmowy z dzieckiem paradoksalnie powiększyły moją wiedzę w sposób istotny. Odpowiadanie na jego pytania - a często: wyszukiwanie odpowiedzi raczej: skąd się biorą drożdże do ciasta - czy rosną na drzewach i się je zeskrobuje? co to jest świat? a wszechświat? dlaczego patyk nie tonie a metal tak? dlaczego wobec tego statki nie sa z drewna? skoro są z metalu to czemu nie toną? ech, brakuje mi tego:)

      Usuń
    4. Wszystko przede mną, jak widzę. :)

      Usuń
  26. Dzień dobry,jak najlepszy dla Ciebie i dla Was:)

    Mieszkam blisko dworca,w rodzinie miałam kolejarzy,podobno mąż jako dziecko prowadził zeszyt odjazdów i przyjazdów pociągów:)))Czy były opóźnienia itp.Niestety nie zachował na pamiątkę.
    Córki też lubiły chodzić na dworzec i czekać na nadjeżdżające pociągi;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Hej!
    Dobrze, Cię widzieć, czytać.
    Co do kolei, kiedyś podrywał mnie fascynat kolejowy. Niestety bądź stety zakochał się w nowej emzetce i olał mnie.
    Po dziś dzień podróżuje miejską linią numer 7.
    Pewnie jest szczęśliwy ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Chustko kochana, jak milo czytac Cie z rana :))
    Moj synek od lat jest fanem pociagow i torow :), uwielbia tez chodzic z nami po starych, nieczynnych torach... szkoda, ze wiele z nich sie usuwa :(
    Czy Giancarlo dalej zainteresowany jest pociagami?
    Milego dnia i obracania sie na wszystkie boki zycze!
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po starych nieczynnych torach, tez uwielbiam chodzic... czasem tez po tych czynnych, ale tylko takich malo uczeszczanych.

      Usuń
    2. Po czynnych - ale malo uczeszczanych :) - tez troche chodzimy, ale nie chcialam sie przyznawac ;)
      Moje dziecko - teraz 10-latek - w ogole bardzo przezywa fakt znikania torow, takich w srodku miasta... nazywami je torami do fabryki... ktorej tez juz nie ma :(
      Tramwaje tez sa niezle ;)

      Usuń
    3. zgadza sie. jak w warszawie zamkneli marszalkowska w te lato bo byl remont torow, to byla czesc gdzie przez jakis czas nic nie robili i ja jak jeden wariat szlam torami na srodku marszalkowskiej. zawsze to takie poczucie wolnosci daje. i niby bylam w centrum, a mialam wrazenie, jakbym byla oddalona o cale kilometry.

      Usuń
  29. My w dzieciństwie kładliśmy monety na torze, żeby pociąg je rozciapał :-@ ciekawił nas efekt rozpłaszczonego orzełka i reszki :-) (mam nadzieję, że Jaś tego nie przeczyta)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też, ja tez! I mój małżoń również :). Kiedyś to była rozrywka, co nie? :)

      Usuń
    2. Kurczę, jestem nienormalna :DDD mam 25 lat i wciąż mi się zdarza :))

      Usuń
  30. Natalka miała świra na punkcie pociągów jak była mniejsza, aktualnie na tapecie mamy autobusy - ktory dokąd, skad, ile po kolei przejechało, w którą stronę, a może się spotkają, a może linia zastepcza, o, a tutaj nowoczesny tramwaj, a ten nie ma platformy na wózki, a tu skm, a tu nie i tak w koło Macieju... po wakacjach tak ma jak z babcią komunikacją miejską się przemieszczała.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  31. Kurcze, u mnie pociągi też są hitem :) wszędzie ciuchcia i ciuchcia, a że blisko torów mieszkamy, to nawet wieczorem jak pociąg przejeżdża jest rozmowa o ciuchci :) Przy szlabanie obstawiamy z której strony pociąg nadjedzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam napisać, że u mnie córka interesuje się tym tematem :)

      Usuń
  32. Wygląda na to, że pociąg hitem jest wszędzie :) Tola potrafi wypatrzyć pociąg na którymś z licznych mostów krakowskich w momencie, w którym ja zupełnie go nie widzę :)

    - Mamo, patrz pociąg!!
    - Tak Tolu, pociąg.
    - Patrz ile ma ogonów!
    - Wagonów kochanie.
    - Patrz ile ogonów!

    I tak miłość do pociągów została do dziś.

    Dzień dobry Asinku, cieszę się, że Ci troszkę lepiej i że miłych gości przyjmujesz.

    OdpowiedzUsuń
  33. U nas była jeszcze miłość do samolotów. I tak, po tysiącu razy "Tak,synku,samolot leci" rozmawiając kiedyś wjakimś kawiarnianym ogródku w Bardzo Ważnej Sprawie Biznesowej z Bardzo Poważnym Człowiekiem oznajmiłam mu nagle odruchowo i radośnie "Samolot leci!!!". Facet totalnie zaskoczony "Eeee, no tak, wspaniale!!!". I urwał nam się wątek. Jessu, myślałam, że się zapadnę pod ziemię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihihihi świetne!dzięki za rozbawienie, choć Tobie pewnie do śmiechu nie było:)

      Usuń
    2. a ja w delegacjach wypatrywałam robót drogowych i żałowałam, że Giancarlo nie jest ze mną, bo byśmy razem pooglądali jakim sprzętem wkopują rurę/układają autostradę/stawiają most/wiercą tunel itd.
      ech...

      Usuń
    3. Pamiętam ten czas, zaglądanie w każdy wykop? Myślałam, że to się nigdy nie skończy.
      Teraz na tapecie sprzet DJ-ów. Trochę poza schematem, za to konsekwentnie. Kiedyś rzucilam od niechcenia, ze konsolę do miksowania Be dostanie na 15-ste urodziny. No i teraz Be dzielnie oblicza, ile mu zostało.

      Usuń
    4. Zorka, przypadkow nie ma ;)
      Moj maly oblicza, ile czasu mu zostalo do zostania wujkiem, przeprowadza wywiady srodowiskowe, usredniajac wiek zawierania zwiazkow i dodaje do tego 9 miesiecy dobrego seksu i liczy, ze brat sie zachowa i sie pospieszy, bo maly chce miec towarzystwo.

      Usuń
    5. Dobre z tym samolotem! :))
      Mnie sie za to zdarzylo pokazywac znajomym z pracy koniki i inne zwierzatka widziane z okna pociagu czy samochodu w czasie podrozy sluzbowej! ;) To tez wzbudzalo maly poploch ;))

      Usuń
    6. Maszka - nie jesteś z tym sama. Mój uwielbia pociągi, dla niego to "siasia". I idąc ostatnio z koleżanką, przechodziłyśmy przez przejazd i mówię do niej: "dobrze, że żadna siasia nie jedzie, to się nie spóźnimy". Po jej wytrzeszczu dopiero sobie uświadomiłam, że chyba jednak coś nie tak powiedziałam.

      Usuń
  34. cieszę się nieopisanie z nowych wiadomości od Ciebie.
    życzę z całego serca bezbolesnych przekrętów w pościeli.
    zdrowiej Chustko nam.....
    potrzebujemy Cięęęęęęęęęę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  35. dni, bez pocioongu do pociągu
    sciskam

    OdpowiedzUsuń
  36. u mnie na topie są śmieciarki:)
    w każdy piątek obowiązkowo czekamy na balkonie z synkiem aż przyjedzie śmieciara:)
    ostatnio nawet panowie nam pomachali:)
    Chustko - ciesze się, że się usprawniasz
    tak trzymaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my wielbiliśmy: śmieciarki, samochody-cysterny, samoloty, maszyny budowlane ze szczególnym uwzględnieniem dźwigów, statki.
      statki nadal pozostają w sferze zainteresowań.
      zbiór powiększył się o statki kosmiczne (Star Łors, grrr...).

      Usuń
    2. A ja sama z siebie lubię maszyny budowlane, ze szczególnym uwzględnieniem koparek. Im mniejsza koparka tym lepsza. Małe kopareczki są jakioś tak rozczulająco słodkie, duże zaś przerażające i wzbudzające respekt.
      Ciekawe, czy moje dziecko po mnie to przejmie? :)

      Usuń
    3. My co piatek chodzilismy za smierciarka osiedlowa, male w wozku, wieksze ze wzrokiem zahipnotyzowanego zombi wpatrzone w te cudowne rzeczy, jakie robili panowie smieciarze. Ech.

      Usuń
    4. tiaa. śmieciarki są boskie, chociaż Młodego jakoś akurat nie wciągnęły, za to pamiętam swoją z wczesnego dzieciństwa fascynację nimi, która rozwinięta była do tego stopnia, że w wieku przedszkolnym mój wymarzony zawód to kierowca śmieciarki...

      Usuń
    5. moje potomstwo wychowane wśród wózków widłowych i hdsów okresowo. Syn lawetą z przedszkola odbierany, normalnie był gość, wszyscy kumple zazdraszczali:)

      Usuń
    6. Aś pisze się stary wars ;) pozostając w temacie

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  37. Wierć się ostrożnie. Jesteś wyjątkowa, wiesz? [pytanie retoryczne, wiem, że wiesz:)]
    Dziękuję, że do nas piszesz:*

    OdpowiedzUsuń
  38. jej, co z tymi pociągami jest takiego? moi obydwaj mieli tę fazę ;) I tak byłaś wyjątkowo cieprliwa w tych konwersacjach. PS. Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  39. jak mnie ucieszył Twój dzisiejszy post :)))
    że piszesz
    że masz siłę napisać tak sporo
    że możesz się przewracać na bok
    że odwiedzają Cię Przyjaciele
    że kokietujesz, dobra, uważna i cierpliwa Matko :)

    cudny dziś dzień, Asiu! dzięki Tobie!

    OdpowiedzUsuń
  40. Ha! Też tak mieliśmy :). Ale z córką, nie z synem ;). Faza ostra już za nami, teraz zostało tylko puszczanie w domu kolejki (H0) oraz wizyty na targach modeli kolejowych. No i bezcelowe przejażdzki PKP od czasu do czasu ;).
    Jak dobrze Cię widzieć Joanko :).

    OdpowiedzUsuń
  41. Hahaha , nic nie rozumiem o co chodzi z tym pociągiem? Moze to jakaś metafora ? A jesli nie to nie miałabym chyba cierpliwosci do dziecka, oj nie.

    OdpowiedzUsuń
  42. U mnie tory koło domu moja córka też kiedyś pociągi lubiła,
    i liczyłyśmy wagony obowiązkowo!
    Z okna w pracy widok na park, piękny jesienny skąpany
    w słońcu ! pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie reaguje mi net na "odpowiedz" pod danym postem.
    No to tu napiszę.Kiedy chlapnęlam do faceta radośnie o samolocie, do smiechu mi nie było. Co innego teraz,jak sobie to przypomnę.
    To byl dyrektor do spraw windykacji w PKO,ważna persona.Mialam mu robić sporo różnych rzeczy w nowym apartmą, mozaikę, plaskorzeżbę... Kilka tygodni czekałam na spotkanie.Duże pieniądze.
    Ło Jesssuuuu...
    Chusteczka, a ja,ponieważ buduję teraz dom odbieram wczesniej z przedszkola synka,jak ma być u nas kopara albo wiercenie studni. Ach,ta radość i fascynacja,a do tego można wsiąść do tych diabelskich brudnych sprzętów,jak się człowiek grzecznie zapyta:)
    Dziecko można tak łatwo uszczęśliwić,jak sie pamięta,co kocha,prawda?

    OdpowiedzUsuń
  44. Syn mojej kumpeli w wieku 6 lat znal wiekszosc tras warszawskich linii tramwajowych. Jak dla mnie fascynujace ;))

    OdpowiedzUsuń
  45. Hej.
    Miło, że jesteś :) że wracasz :)
    U nas auta są miłością nr 1...
    Najpierw był paluch i eeeeee....- mama mówiła więc dziecku, że auto. Potem ja matka nazywałam opel, fiat itp... Dziecko nazywało po swojemu - opel- ama, mercedes- me, volkswagen - we, itp.... Potem było u Dziecka "mama co to za auto?" Mama podszkoliła się z marek aut ;), a dziecko je zrozumiale dla otoczenia nazywało - opel- opel....itd.... Kolejny level - mama co to za opel?... Więc mama zabrała się za czytanie z tyłu nazwy: corsa, astra itp.... Jak mama nie przeczyta to mama nie wie ;)... Więc mama jak "blachara" za każdym autem się oglądała by zniecierpliwionemu dziecku odpowiedzieć... Jak mama nie zdążyła przeczytać albo nie było napisane np. na takich bmw czy audi
    to dziecko niemal z płaczem mówiło "mama nie wie co to za auto. Mama nie przeczytała."
    Dziś Syno ma prawie 3 lata i matce i dziecku zdarza się zapytać właściciela auta co to za auto :P Kiedyś uznałabym to za mega obciach :p Zdarza się, że dziecko rzuca hasło: "co to za auto?" Mama mówi np. audi, ale nie wiem jakie. Dziecko mówi "Mówisz, że A4", mama mówi nie wiem, dziecko mówi "mówisz, że A4" :) Zdarza się i tak, że Dziecku i matce jakiś Pan potwierdzi, "tak to a4" :) Na dniach zaczynają się pytania w stylu "co to za audi A4?", ale z pojemności silnika itd to już się "chyba" nie podszkolę... Ciekawe co będzie dalej :P

    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mój syn swoją miłość do aut i marek przeniósł potem na tablice rejestracyjne - jego ojciec wkręcił go,że to ważny element każdego samochodu - i dzięki temu w wieku lat 4 znał cały alfabet i wszystkie cyferki:)

      Usuń
  46. Mój prawie dwulatek też uwielbia pociągi, ostatnio byliśmy nawet w parowozowni w Wolsztynie, polecam wszystkim pasjonatom kolejnictwa!
    Poza tym oczywiście autobusy (tołbu, dziś pierwszy raz wybrzmiało S na końcu - puchnę z dumy!), tramwaje (tranga), betoniarki (bejbe :)), wozy strażackie (wuf), traktory (tykn tykn) i koparki (prar). Potem cała reszta maszyn budowlanych, na razie bezimiennych. Za wyjątkiem dźwigów - te mają nazwę. Nie tyle brzmiącą co bryzgającą (śliną).

    No i te mamine patenty na zapakowanie młodziana do auta: chodź Leosiu, zobaczymy czy spotkamy dzisiaj na drodze jakąś betoniarkę/autobus/łotewer. Paskudne? Być może, ale działa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działa, a po drugie przecież nic nie wiadomo i jakowyś sprzęt ciężki może pojawić się gdzieś na drodze.:D
      Pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Kilka razy łaskawy los zesłał mi jakiś traktor czy inny wóz w najmniej prawdopodobnym miejscu :)

      Usuń
  47. Cieszę się, że wpis taki nie chorobowy-a bałwanki piękne -takie równomiernie najedzone.
    A i w temacie pociagów ja też mam dużo do powiedzenia. Mieszkamy na osiedlu tuz przy samych torach, więc u nas pociągi sa stałym punktem programu. Dzięki Euro oszczędzam czas, bo odkąd co 10 minut jeżdżą składy(czerwone !) na Okęcie to nigdy nie zdarza nam sie czekac długo(YUPII) machamy i czesto doczekujemy sie gwizdu-chociaż te czerwone sa raczej powściągliwe. Kiedyś mąż byl sam z córką i nagrał filmik-maszynista omal nie wypadł ze składu -bo jeszcze odmachał intensywnie na dodatek. A i jeszcze są ukochane żółte ,słoneczne cysterny -w sasiedztwie budują się biurowce.

    OdpowiedzUsuń
  48. Dobrze, że już jesteś znów:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Miło się poczułam, kochana, w towarzystwie trzech bałwanków. ADEKWATNIE! :)
    Wróbel, obrażamy się? :)

    (całus, Aśku)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeca widzisz, że się nie odzywam ;) phi
      ja to muszę ze sobą brać Miłego, robi mi za kartę 8gb ;)inaczej byłyby same niedopowiedzenia ;)

      Usuń
  50. Joanno, jak dobrze Cię tu "widzieć".

    OdpowiedzUsuń
  51. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  52. youtu.be/VX_NX0F4VbE Takie luźne skojarzenie z treścią posta.

    OdpowiedzUsuń
  53. mój mąż miał obsesję pociągową która mu się w wieku dorosłym ujawniła tym, że musiał - ale to musiał - zobaczyc jak to jest prowadzic lokomotywę. Slyszałam tę opowieśc jakieśc sto razy i pewnie kolejnych pare setek przede mna. Za każdym razem jednakowo podjarany :-) A zlotowe na tory do rozkłapciania musze polozyc i dzieciakom pokazac jakie fajne wychodza. Pamietam ze zawsze sie w dziecinstwie balam ze jak wykoleje pociag ta moją złotówą to będzie straszna chryja....
    Dobrze Cię czytać Chusti

    OdpowiedzUsuń
  54. Asiu, dla Ciebie chłopaki jak malowane :
    http://www.youtube.com/watch?v=jCOWrdMRmjs

    OdpowiedzUsuń
  55. Stoje w porcie, patrze, mezczyzna pod reka z kobieta ogladaja wlasnie rozladunek towarow ze statku. Wielkie skrzynie, kufry, ogromne kontenery. Nawet sie obejmowali. Podchodze blizej i co ja slysze:
    - Pewnie sie urwie, nie wytrzyma, urwie sie.
    - Nie kracz, zobacz liny ma, dobrze jest zabezpieczona.
    - Tej skrzyni juz nie ma, widze to oczami wyobrazni. Idziemy.
    -A jak sie nie urwie, to co wtedy?
    - To wtedy nuda, chodzi o to zeby sie urwala, po to tu przyszlismy.
    -Dzien dobry kapitanie, piekna robota, rozladunek poszedl jak z platka, elegancko, az milo popatrzec.


    A inni w tym czasie w kawiarni:((

    OdpowiedzUsuń
  56. ja też chodziłam oglądac pociągi i to z obydwoma młodymi.. a teraz juz obiecuje i obiecuje że sie przejedziemy i w końcu sie musze za to wziąć.. ale pasje sie zmieniły Mlody zaczał uwielbiac kamienie(?) zbiera kolekcjonuje oglada rozdziela przekłada zabiera do szkoły... a wydało sie gdy plecak zaczął przekraczać zwykłe miary ciężkości :)
    a młoda kolekcjonuje bransoletki wszelakie... i najlepiej zeby były z kamieni.. kedyś ten surowiec do czegoś wykorzystamy :)
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  57. Taka słaba,a taka silna!

    Steruje Pani masami leżąc na dowolnie wybranym boku.

    Życzę ciągłego usprawniania.

    Jak zawsze będę prosić siły nadzwyczajne o siły zwyczajne.
    Dla Pani.

    OdpowiedzUsuń
  58. Pozdrawiam Chusteczko.

    Mój syn też był fascynatem pociągów i pamiętam ten piękny czas, kiedy w niedzielne południe jechaliśmy na dworzec kolejowy, a on stał, trzymając nas za ręce i z przejęciem wypatrywał "tutulki"- co w jego języku oznaczało pociąg, pewnie dlatego, że turlało się po torach:)
    A teraz jest w gimnazjum i interesują go już całkiem inne rzeczy... Tak szybko czas ucieka...

    OdpowiedzUsuń
  59. Do dzieci trzeba mieć cierpliwość hihi:)))

    Dobrze, że lepiej się czujesz.

    OdpowiedzUsuń
  60. Prawie caly wczorajszy dzien spedzilam na czytaniu twojego bloga. Od dawna wiedzialam ze jest,ale nie bylam gotowa na czytanie.
    Myslalam ze blog o "raku" zdoluje mnie jeszcze bardziej.
    A tu niespodzianka:) Mila bardzo. Jestes moja inspiracja kochana.
    Trzymaj sie cieplo w tej poscieli... sciskam

    OdpowiedzUsuń
  61. "lubię uczestniczyć w rozmowie, gdy ludzie potrafią mówić i umieją słuchać".

    Potrafią mówić i umieją słuchać.
    Potrafią mówić i są słuchani.
    Tak - zdecydowanie tak. Tylko takie spotkania lubię, ale niestety takich jest mało. Nienawidzę, jak ktoś dopowiada mi końcówki zdań!
    I wielką wagę przywiązuję do słuchania - i do bycia zrozumianą też.
    Szkoda, że to rzadko się zdarza, albowiem ludzie uwielbiają pod cudze komunikaty podkładać "swoje taśmy".
    A właściwie - "swoje pendriv`y lub DVD":)

    Pozdrawiam, silnosłaba istoto.
    Pozdrawiam Cię w Twej pościeli.
    Może jutro uda się usiąść?
    Czym się!



    OdpowiedzUsuń
  62. zła matka na większość pytań odpowiada "yhm.."
    na prośbę "zatrzymajmy się i policzmy wagony" nie reaguje, wciska gaz i pyta jak minął dzień w przedszkolu..
    :))
    możemy się, Chustko, licytować na zuooo.. ;))
    boską jesteś matką;)
    oraz życzę Ci wyłącznie takich spotkań, na które masz ochotę..




    OdpowiedzUsuń
  63. Kombinuję jak koń po górę i nijak mi nie wychodzi, żebyś jakieś przejazdy kolejowe po drodze mijała... Chyba, że to nie ta babcia...

    OdpowiedzUsuń
  64. Cieszę się, że możesz już zmieniać pozycję ... "na dowolnie wybranym boku ..." :)) Trzymaj się kochana Chusteczko

    OdpowiedzUsuń
  65. dobrze znowu Cię czytać :)
    jestem ekspertem od hydrauliki oraz wszelakich urządzeń mechanicznych :) Synio odkąd zaczął komunikować się ze światem werbalnie, miał zainteresowania godne absolwenta politechniki :) i matka wyjścia nie miała - musiała się szkolić, żeby nie wyjść na goopią ;)

    OdpowiedzUsuń
  66. Pociagi, maszyny budowlane (bylo baaaardzo intensywnie), statki powietrzne i kosmiczne, auta, auta, auta. A tato mojego Jasia probuje mu na sile wcisnac zainteresowanie rycerzami, ktorych on sam zawsze bardzo lubil, ale ktorych w sklepach wtedy nie bylo. Wiec taka gadka niedawno:
    Tata: - Jasiu, na Gwiazdke co bys chcial? Na pewno rycerzy Playmobil/Lego?
    Jasiu: - Tato, rycerze dla Ciebie, dla mnie auto.
    Niewdzieczny syn :))

    OdpowiedzUsuń
  67. mój syn tez uwielbial pociagi
    mial kolejke Thomasa, Lego, marzyl o przejazdzce :)

    OdpowiedzUsuń
  68. Jeśli mowa o zamiłowaniu dzieci do techniki, to mnie od razu przypomina się syn znajomych, który zapytany o wrażenia z zoo odparł, że najbardziej podobał mu się wentylator.
    Chustko, cieszę się, że piszesz i że czujesz się chociaż odrobinę lepiej. Niezmiennie ciepło o Tobie myślę i bardzo mocno pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ten syn nie miał czasem imienia na literę "B"? ;)

      Usuń
    2. Nie miał:-))) A co? Mały Be też miał takie wrażenia?

      Usuń
    3. No ba! W zoo rządził wentylator i kosze na śmieci.

      Usuń
    4. minęło co najmniej 10 lat...
      my w zoo trafiliśmy, jak słoń robił siku...
      do dziś to najważniejsze wspomnienie :)
      szkoda, że nie trafiliśmy na żaden wentylator ;)

      Usuń
    5. My niedawno widzeliśmy w zoo słonia w chwili miłosnych, nomen omen, uniesień. :)

      Usuń
    6. pozostaje się cieszyć, że słoń jest ssakiem stąpającym po gruncie, takoż cieszy mnie fakt, że struś nie lata
      ja wiem, że w naszych warunkach rzadko spotyka się słonie i strusie fruwające, ale gdyby któreś chciało załatwić swoje potrzeby w locie- pod spodem byłabym ja!


      i przypomniał mi się dowcip:
      wychodzi rano chłop na pole, rozgląda się- a tam w gruncie rzeczy :p

      Usuń
    7. Zorka, brak mi wyobrazni w temacie uniesien milosnych sloni, trzeba miec OGROMNA chyba.

      Usuń
    8. proszzz
      http://www.youtube.com/watch?v=HqgKV2Wfkcs

      nie mam głosników, więc nie słyszę "ochów i achów" ;)

      Usuń
    9. ha, zaloty to zaloty, a akcja gdzie? ;)
      A poza tym zauwazylam, ze jednak wystepuje szczegolna korelacja miedzy dlugoscia nosa u samca a czyms tam czyms tam.

      Usuń
  69. Apropos tramwajarzy. Mialam sasiada tramwajarza, ktory ubzdural sobie, ze ktos go sledzi. Co pasazer wsiadal do wagonu, to on myslal, ze to wlasnie ten sledzacy, znaczy sie wrog. Chlopisko sie zapetlil, ze jezdzil od petli do petli non stop ;))) Tak sie umordowal, ze w koncu przesiadl sie na autobusy ;)))

    OdpowiedzUsuń
  70. mam dokładnie to samo teraz z synem ufff :/

    OdpowiedzUsuń
  71. pociągi są po prostu fajne. a wszystkie dzieci w pociągach opanowuje natychmiastowy głód i nieważne,że właśnie zjadły dwudaniowy obiad z deserem. ja biorę dla moich chłopaków kanapki i jogurty, czyli nuda. Ale pamiętam do dziś, jak sama byłam mała i jeździłam po 3 doby pociągiem i mieliśmy pełne torby gotowanych na twardo jajek, pomidorów, świeżych ogórów, pieczonego kurczaka w aluminiowej folii... i tak, ja niejadek przez te trzy doby obżerałam się do bólu brzucha, a jak nam się jedzenie kończyło to szłam po sąsiednich przedziałach i zawsze coś ktoś dał :) nie wspomnę o zakupach gotowanych ziemniaków i wędzonej ryby od babuszek na peronach... ach co to za zapach się unosił w pociągu :)

    OdpowiedzUsuń
  72. a pytany co chciałby robić, mówi że chce być śmieciarzem segregować śmieci i podnosić dźwigiem na haku...takżetego

    OdpowiedzUsuń
  73. A moje kocha pająki, jaszczury, i karaluchy madgaskarskie.... i inne takie też. a maszyny i inne auta go nie bardzo kręcą. z jazdy pociągiem zapamiętał bociany za oknem...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.youtube.com/watch?v=sYHjfyMl54k&feature=player_detailpage#t=136s (nie mogłam się powstrzymać! "remember how to dinosaurs we were?" :P)

      Usuń
    2. A ja chętnie oddam gekony, jeżeli chcecie, to jaszczury, choć w wersji mini:)

      Usuń
    3. Gdynianko, serio? Ale one coś jeść muszą, prawda? to chyba nie miejsce na giełdę gadzią, ale gekon jest na liście marzeń... :)

      Usuń
    4. Jak najbardziej serio, mam 15 gekonów, które chętnie oddam, ale to faktycznie nie miejsce na takie rozmowy, dlatego proszę, pisz na: kasia.pawlik_gdy@wp.pl

      Usuń
  74. mój wówczas kilkulatek zobaczywszy jadącą po ulicy betoniarę wydał radosny okrzyk- o jajo!
    faktycznie jakaś taka wielkanocna była
    -w paski:P

    OdpowiedzUsuń
  75. Siedzę sobie i czytam, i śmieję się w głos. Ile komentarzy, tyle fajnych historii. Cieszę się, że tu jesteście. No i bardzo, bardzo, bardzo. Bar-dzo! No, wiesz, Chustko! Że jest lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  76. Odnośnie dzielnych, niepokonanych ludzi oraz odnośnie marzeń z dzieciństwa (śmieciarki, itp. :-) - słyszeliście kiedyś o Randym Pauschu? Jeśli nie, bardzo mocno polecam obejrzenie tego wykładu: http://www.youtube.com/watch?v=ji5_MqicxSo
    Naprawdę warto obejrzeć do samego końca. Wykład został wydany w formie książki, również w języku polskim (R.Pausch, "Ostatni wykład"), ale znacznie więcej o tym człowieku mówi ten film. Dla tych z nas, którzy na co dzień nie zmagają się z chorobą nowotworową, własną lub cudzą, są tam odpowiedzi na niektóre pytania - między innymi o to, po co pisane są blogi takie, jak ten.
    Dobrych snów, Chustko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie, Randy to super postac.

      Usuń
  77. Krzątając się w kuchni słyszałam czasami pytanie:
    "Mamo, nie masz tam trochę betonu do mojej betoniarki?"

    OdpowiedzUsuń
  78. Nie czytałam wszystkich komentarzy, ale.... czy ktoś przezywała FASCYNACJĘ SZAMBEM??? :) :) Otóż mój synek to pasjonat do dzisiaj! :) Kiedy był mały to niesamowitą atrakcją było sprawdzanie z dziadziusiem stanu szamba. W wakacje był na działce prawie 2 miesiace, więc sprawdzanie szamba stawało się swoistym rytuałem! :) Ale kiedy szambo uzyskiwało niepokojący stan to.... szaleństwo rozwijało się w pełni kiedy przyjeżdżał "pan od szamba"! :) Miało to także swój ciąg dalszy... Syneczku... kim chcesz być w przyszłości? Szambonurkiem mamuniu! Aktualnie chce być piłkarzem, ale sentyment do analizy zawartości szamba pozostał mu do dziś! :) :)
    Miłego dnia dla Ciebie Joanko i dla wszystkich! :)

    Czytam Twój blog, jak najciekawszą książkę w życiu i o życiu...
    http://www.youtube.com/watch?v=BIElwqDgFnQ

    OdpowiedzUsuń
  79. Z tymi szambiarzami to trzeba uwazac. Pewien szambiarz spod Kalisza, tak sie rozpamietal w swojej robocie, ze ktoregos razu stwierdzil, ze zbawi swiat. Jezdzil od wsi do wsi i wmawial ludziom, ze jest najlepszym szambiarzem na swiecie. I ludzie, na szczescie nie wszyscy, wierzyli w to. Niektorym zalatwial nawet prace, zapewniajac sobie tym samym ich dozgonny szacunek i uwielbienie. Traf chcial, ze pewnego razu w ramach rewanzu i nagrody za oddanie dla firmy zorganizowal impreze okolicznosciowa dla swoich pracownikow. Zabawa przeciagnela sie do poznych godzin nocnych, bylo wesolo i kolorowo. I wtedy stalo sie to, czego nikt nie przewidzial w najsmielszych snach. Pod oslona nocy, kiedy wszyscy juz posneli w najlepsze, w domu szambiarza wywalilo szambo. Po perskich dywanach slad nie pozostal, wszystko spowila lepka i cuchnaca maz. Ale ze chlop byl na schwal, zabrali sie wszyscy do roboty, z marnym jednak skutkiem. Cos sie popsulo na dobre i szambo wywalalo znowu i znowu i znowu. Wielu stracilo prace, inni sami zrezygnowali.

    Chodza sluchy, ze podobno to poziom wod gruntowych podniosl sie nieznacznie i stad to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  80. Skąd ja to znam. Mój 10-latek nadal ma zajoba na pociągi i tramwaje. Uwielbia wycieczki w miasto i obserwacje nowych "Elfów". Myślałam, ze to minie (stanie na dworcach tez zaliczyliśmy), ale nie - ostatnio na wyprzedaży dorwał książeczkę o działaniu pociągów. A cysterny i smieciary oddał młodszemu kuzynowi:)
    Starłors też obecny - młody aktualnie zbiera kasę na gwiazde smierci od lego. Raczej wydorośleje niż uzbiera:>
    Jak sie miewasz dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń
  81. Chustko...przykry post nr 889. Trzymaj się jakoś

    OdpowiedzUsuń
  82. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  83. Dajcie spokój. Po to wyłączone są komentarze pod następną notką żeby raczej nie komentować. Tak myślę...

    OdpowiedzUsuń
  84. Ano przykry... Uściski załączam.

    OdpowiedzUsuń
  85. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  86. Twarze czasem znikają na chwilę i wracają by trwać nadal.

    OdpowiedzUsuń
  87. nie rozumiem co to znaczy, że znikła twarz, ale strasznie się boję.
    przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  88. Chusteczko
    pisze po raz pierwszy chociaż czytam od dłuższego czasu.
    Myślę o Tobie często, bardzo często. W ciągu dnia, rano, wieczorem. Wyobrażam sobie Twój dom, Ciebie, Twoich bliskich.
    Jesteś jakoś we mnie, chociaz Cię nie znam. Stałaś mi się bliska, chociaż znam Cię tylko stąd.
    Wysyłam ci dobrą energię. Chciałabym w każdym razie, żebyś poczuła, jak bardzo Cie polubiłam, jak bardzo mi imponujesz, jak bardzo mnie naznaczyłaś, jak bardzo pokazałas mi, że można inaczej patrzeć na życie. Dziękuję kochana....

    OdpowiedzUsuń
  89. Chustko, niedawno się dowiedziałam, że w trudnych chwilach bardzo wspierałaś moją znajomą, która na szczęście ma się już całkiem nieźle.
    Chciałam Ci podziękować i przesłać dużo wsparcia. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  90. http://zmiany-2012.blogspot.com/ Moze ta pani coś doradzi. Słyszałam sporo dobrego na jej temat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale moim skromnym zdaniem to pierdu, pierdu... Trochę wstyd :-(

      Usuń
  91. Chustko, dzięki że jesteś i piszesz. Czytam...
    Przesyłam mnóstwo pozytywnych myśli!
    Wierzę, więc modlę się za Ciebie też.
    Ściskam mocno,
    mama Zoszki

    OdpowiedzUsuń
  92. Twarz nie może zniknąć-nie pozwalam!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  93. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  94. przeczytalam wczoraj wywiad z B. Prokopowiczem,bardzo poruszajacy, tez o tym jak ciezko jest byc tym wspierajacym
    dlatego podziwiam Chustko Wasz Team!
    http://facet.onet.pl/MaleMEN/i-zeby-bylo-normalnie,1,5248954,artykul.html
    a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie zasmucił ten wywiad. Byłoby mi dziwnie, gdyby mój mąż po mojej śmierci poczuł się jak na rajskiej wyspie z motylami w brzuchu...

      Usuń
    2. A przeczytałaś cały, czy tylko to jedno zdanie wyciągnięte z kontekstu. Mnie smuci zero - jedynkowe myślenie

      Usuń
  95. Chustko, kilka lat temu dostałam aparat fotograficzny od śp. Mamy. Odkurzyłam go teraz i jadę do lasu/na łąki zrobić zdjęcia jesieni. Nie używałam go wcześniej, nie robiłam zdjęć. Raczej to ja miałam robione zdjęcia. Teraz pojadę na peryferia miasta i poszukam piękna, które utrwalę na fotografiach. Ty mnie nauczyłaś dostrzegać piękno w każdym jesiennym liściu, w każdym drobiazgu i każdej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  96. Hellou Chusti, towarzysze myslowo. A twarz? Przereklamowane :) Twoj duch przeslania Twoja twarz i tak :) najlepszego jak sie da dnia

    OdpowiedzUsuń
  97. Nie ma pociagu, dlaczego nie ma pociagu? Szlaban zamkniety, czy szlaban jest zamkniety? Tak, szlaban jest zamkniety. A gdzie jest droznik? Nie ma droznika, wlasnie, nie ma droznika. Moze droznik tez jest zamkniety???

    OdpowiedzUsuń
  98. Odpowiedzi
    1. weź się lepiej przejdź na spacer, serio.

      Usuń
    2. Dude, nie warto.
      Ignorować.

      To sprawa dla terapeuty i psychiatry.

      Usuń
    3. przepraszam, zwykle ignoruję, ale tym razem poziom chamstwa zwalił mnie z nóg.
      nie ogarniam.
      już nie będę, sorry.

      Usuń
    4. Jesteś Anonimowa dzidko potworem, z chęcią dałabym Ci w gębę, po męsku. W dziób.

      Usuń
    5. Przepraszam, jakiego chamstwa. Wyartykuowalam to, co prawdopodobnie 166 aktualnie zagladajacych tu osob na 100% mysli. Takie swiete wszystkie jestescie raptownie? Wyczuwam w powietrzu to i owo. Dude, jak widac sama zajrzalas tu juz dzisiaj conajmniej dwa razy.

      Chustko, a wiesz za co ja Ci chce podziekowac? Szkoda, ze w takich okolicznosciach, ale takiej lekcji WOS-u jaka wszystkim zafundowalas to nie ma nigdzie. Naprawde szkoda, ze w takich okolicznosciach, studenci socjologii i nie tylko...

      Jest taki dowcip Raczkowskiego:

      -Tato, moge nie isc na pierwsza lekcje?
      -A jaka to lekcja?
      -Wiedzy o spoleczenstwie.
      -Mozesz nie isc.

      Usuń
    6. Nie zgaduj co mysla inni bo trafiasz kula w plot

      Usuń
  99. Chuściasta!
    Wracaj!
    Potrzebuję Twoich kciukensów, jutro i w sobotę!
    Statystyka i ekonometria, pamiętasz?
    Analiza finansowa jakoś poszła :)
    I buzi Ci za to:*

    I nie tylko za to..
    Wiesz, dzisiaj wyrwałam się z pracy na chwile. Niczym uczniak na wagarach powędrowałam do Łazienek Królewskich.
    Razem z aparatem szukałam jesieni.. Nie znalazłam. Tam jeszcze lato w pełni :)

    Nie wiem jak u Was, ale słoneczko dzisiaj tak pięknie grzało.. :)

    Trzymajcie za mnie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  100. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  101. Cześc, Chustko:) Przedstawiam się. Trafiłam do Ciebie dzisiaj pierwszy raz przez innego bloga i zostałam na dłużej. Pozdrawiam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
  102. Pogorszyło się. Cierpi.
    Posta nie będzie, bo nie ma sił.

    OdpowiedzUsuń
  103. Dzieki za wiadomosc, Niemezu... Strasznie tu smutno bez Chustki a jeszcze smutniej, ze biedactwo cierpi...:(
    Nasza kochana Chustka... Prosze ja uscisnac od nas i ukochac.

    OdpowiedzUsuń
  104. Ja tez cierpie i to bardzo, a Chustka stala mi sie tak bliska jak siostra. Wykonala cos przeogromnie wielkiego.

    OdpowiedzUsuń
  105. p.s droznik nie jest zamkniety.

    OdpowiedzUsuń
  106. Przytulam mocno, Asiu. Mam nadzieję, że śpisz teraz spokojnie i śnisz o czymś pięknym. I że jutro będzie dużo lepiej.

    OdpowiedzUsuń

 
©KAERU 2010
Wszystkie prawa zastrzeżone Sałyga