rozmawiamy.
w trójkę u Babci B.
zaznaczam: w trójkę! bez mediatora!
początek był fatalny - Syn postanowił zabrać głos, co się nie spodobało.
(- od decydowania o tobie jestem ja z mamą.
- oooo, ładne rzeczy. a ja?! a ja?! a ja to niby kto? ja nie mam prawa nic powiedzieć, co ja chcę dla siebie? - i łuup!! drzwiami.
wybiegł z pokoju.
stęknęła futryna.
tłumaczę.
- nie tak Go wychowujemy.
my Go słuchamy, ma prawo głosu.
jest pełnoprawnym członkiem rodziny.
jak każde z nas ma prawo wyrazić swoją opinię.
wrócił.
scenografia nadal ta sama. bohaterowie - też.
![]() |
znalezione w sieci |
- a może jutro ze mną psa wybierzesz? - pyta.
- nie! to był pomysł mamy. pieska chcę wybrać i kupić z mamą.
- a jaki ma być ten piesek? pamiętaj, nie może być duży, bo twój nowy pokój nie jest tak duży jak ten co masz teraz. - mówi.
- powiedziałem już! piesek ma mi mamę przypominać.
ma być nieduży, ma do mamy być podobny i chcę go wybrać z mamą. - dostrzegam narastającą determinację, dolna warga drży coraz mocniej.
- czy to znaczy, że chcesz pudla w okularach? - pytam z głupia frant.
parsknięcie.
udało się.
rozśmieszony.