14 lat temu
niedziela, 1 stycznia 2012
[622].
(Jean Jacques Goldman - Puisque tu pars)
Puisque l’ombre gagne
Puisqu’il n’est pas de montagne
Au-delà des vents plus haute que les marches de l’oubli
Puisqu’il faut apprendre
A défaut de le comprendre
A rêver nos désirs et vivre des "ainsi-soit-il"
Et puisque tu penses
Comme une intime évidence
Que parfois même tout donner n’est pas forcément suffire
Puisque c’est ailleurs
Qu’ira mieux battre ton cœur
Et puisque nous t’aimons trop pour te retenir
Puisque tu pars
Que les vents te mènent
Où d’autres âmes plus belles
Sauront t’aimer mieux que nous puisque l’on ne peut t’aimer plus
Que la vie t’apprenne
Mais que tu restes le même
Si tu te trahissais nous t’aurions tout à fait perdu
Garde cette chance
Que nous t’envions en silence
Cette force de penser que le plus beau reste à venir
Et loin de nos villes
Comme octobre l’est d’avril
Sache qu’ici reste de toi comme une empreinte indélébile
Sans drame, sans larme
Pauvres et dérisoires armes
Parce qu’il est des douleurs qui ne pleurent qu’à l’intérieur
Puisque ta maison
Aujourd’hui c’est l’horizon
Dans ton exil essaie d’apprendre à revenir
Mais pas trop tard
Dans ton histoire
Garde en mémoire
Notre au revoir
Puisque tu pars
Dans ton histoire
Garde en mémoire
Notre au revoir
Puisque tu pars
J’aurai pu fermer, oublier toutes ces portes
Tout quitter sur un simple geste mais tu ne l’as pas fait
J’aurai pu donner tant d’amour et tant de force
Mais tout ce que je pouvais ça n’était pas encore assez
Pas assez, pas assez, pas assez
Dans ton histoire (dans ton histoire)
Garde en mémoire (garde en mémoire)
Notre au revoir (notre au revoir)
Puisque tu pars (puisque tu pars)
***
niezły początek roku.
bolicoś nie odpuszcza, rwie wściekle dół pleców, wnętrzności drugą dobę.
Vileda, samozwańcza terapeutka, stanęła na wysokości zadania - całą noc ogrzewała mnie, mruczała i ugniatała brzuch i plecy, na każde moje jęknięcie reagując mrachaniem.
leżenie cały dzień nie pomogło, gorąca kąpiel nie pomogła, rozrobiłam więc do wypicia cztery psiknięcia tramadolu.
błogosławione niechaj będą zasoby mojej apteczki.
na godzinę ból minął, teraz znowu powraca.
trzeba będzie pewnie za chwilę powtórzyć napicie się, może zwiększyć dawkę.
gdy przychodzi bolicoś, staram się na różne sposoby odwracać swoją uwagę od bólu, przeważnie wynajdując tysiące zajęć.
w działaniu zapominam o dolegliwościach.
dziś już było to niemożliwe.
nie cierpię elegancko, wytwornie, delikatnie wzdychając.
ból mnie nie uszlachetnia.
cierpię bez klasy. kulę się w przerażeniu, popiskuję jak ranne zwierzę, szepczę zaklęcia, błagam o litość.
nienawidzę tego stanu.
bezradności.
sobota, 31 grudnia 2011
[621].
(Muppety - Mahna mahna)
kiedyś Niemąż zrobił mi niespodziankę i wgrał mi do telefonu tę piosenkę jako dzwonek.
uwielbiam te dwa różowe, kosmate stworki o błękitnych powiekach.
Syn twierdzi, że to są krówki.
***
nie mam siły pisać, mam potężną zniżkę, dziś od popołudnia znowu boli mnie bolicoś.
ale że okoliczności są świąteczne, więc życzę Wam, czego tylko zechcecie.
![]() |
| M.Raczkowski |
a tymczasem wracam do oglądania szwedzkiego kucharza.
piątek, 30 grudnia 2011
[620].
(The Calling - Wherever you will go)
***
byliśmy dziś w gościach u Xeny.
poznałyśmy się dzięki wspólnemu chemioterapeucie - Ulubionemu Doktorkowi.
poznawałyśmy - dzięki pisanym przez nas obie blogom.
w sumie więc niewiele o sobie nawzajem wiemy, ale i tak wytworzyłyśmy magiczną, niewirtualną więź.
fajnie było posiedzieć koło siebie, wtulona jedna w drugą, patrzeć jak nasze dzieci rozrabiają jak szalone.
no właśnie.
nasze dzieci momentalnie przypadły sobie do gustu i ochoczo podjęły się wymyślonej ad hoc zabawy w rzygi.
niewtajemniczonym objaśniam: rzygi to zabawa towarzyska, ruchowa.
stanowi skrzyżowanie berka, gry w zielone i chowanego.
grać w nią może dowolna ilość osób, pod warunkiem, że potrafią wczuć się w absurdalny klimat łapania wyimaginowanych rzygów w powietrzu, z jednoczesnym gromkim wrzeszczeniem jesteś zarzygana/-y! twoje włosy są w rzygach! jesteś królem/królową rzygów!
to niesamowite, jak dzieci świetnie potrafią poradzić sobie z traumami, których były świadkami.
środa, 28 grudnia 2011
[618].
(Ryuichi Sakamoto - Dolphins)
***
witajcie w Japonii.
może pójdziemy na spacer do jednego z najpiękniejszych tokijskich parków?
dobra, przecież nie o spacer chodzi.
***
witajcie w Japonii.
może pójdziemy na spacer do jednego z najpiękniejszych tokijskich parków?
![]() |
| Rikugien (六义园), czyli ogród sześciu wierszy. zostało w nim przedstawione 88 scen ze znanych wierszy. źródło: http://www.japan-guide.com |
idziemy tu:
w tym tygodniu przyleci do Polski kolejna porcja tabletek chemiorakoterapeutycznych.
tymczasem podglądam paczkę na stronie japońskiej poczty.
29 grudnia rozpocznę szósty kurs chemioterapii japońskim lekiem TS-1.
a w następnym tygodniu powinnam otrzymać opis badania w rezonansie magnetycznym.
dowiem się wówczas, jakie efekty przynosi leczenie: czy przerzuty się zatrzymały, czy może były łaskawe zmniejszyć się.
póki co, z wielką przyjemnością, wdzięcznością,
wszystkim
wpłacającym
bardzo serdecznie
dziękuję
za pomoc.
![]() |
| oddział poczty w dzielnicy Shiba, w Tokio. stąd startuje moje lekarstwo. |
w tym tygodniu przyleci do Polski kolejna porcja tabletek chemiorakoterapeutycznych.
tymczasem podglądam paczkę na stronie japońskiej poczty.
29 grudnia rozpocznę szósty kurs chemioterapii japońskim lekiem TS-1.
a w następnym tygodniu powinnam otrzymać opis badania w rezonansie magnetycznym.
dowiem się wówczas, jakie efekty przynosi leczenie: czy przerzuty się zatrzymały, czy może były łaskawe zmniejszyć się.
póki co, z wielką przyjemnością, wdzięcznością,
wpłacającym
bardzo serdecznie
dziękuję
za pomoc.
(kibicującym, wspierającym, czytającym, piszącym - oczywiście też!
że nie wspomnę o wyrzucających śmieci, noszących zakupy, targających dywany, podających herbatę, wciskających banany, klepiących plecy, o podwozicielach, dokarmiaczach, zabawiaczach, pocieszaczach, zastrzykorobach i o wielu, wielu innych wspaniałych pomagaczyniach i pomagaczach.
ajlawjuwerymacz!)
wtorek, 27 grudnia 2011
[617].
(Alain Bashung - La nuit je mens)
***
postanowiliśmy, po etapie grafika komputerowego, przymierzyć się do bycia lekarzem - właścicielem szpitala.
opracowaliśmy w szczegółach biznesplan i przygotowaliśmy analizę SWOT.
narysowaliśmy szpital (wnętrze oraz fasadę), logo oraz ustaliliśmy optymalne usytuowanie działki.
dwa tygodnie temu plany legły w gruzach.
postanowiliśmy nieodwołalnie zostać biologiem morskim, a dokładniej - specjalistą od krewetek oraz krabów.
zgłębiamy temat, posiłkując się internetem oraz literaturą celulozową, tudzież wiedzą matki.
i tak żeśmy sobie konwersowali o etologii zwierząt, z silnym akcentem na karcynologię, aż matkę zagoniliśmy tam, gdzie skorupiaki zimują.
- mamo, skoro w świecie krabów nie ma uczuć, tylko walka o przetrwanie, o jedzenie, to jak one rozmnażają się, skoro nie czują do siebie miłości?
ooosiemaaaaa.
zatkało mnie.
- rozmnażają się bez miłości, tylko po to, by zapewnić ciągłość gatunku. - odpowiedziałam szczerze, choć z obrzydzeniem.
(oglądaliście kiedykolwiek duże zdjęcie kraba?
matko, co za pokraczne mutanty, Stwórca chyba miał migrenę, gdy je tworzył.
nie wspomnę wcale o tym, że ich życie płciowe mierzi mnie i odrzuca z definicji).
- a u ludzi też tak się zdarza, że mogą mieć dzieci bez miłości?
poniedziałek, 26 grudnia 2011
[616].
13 grudnia 2009 jeden taki jakiś zaczepił mnie na portalu randkowym.
na profilu zamieścił same durne zdjęcia. a opis profilu miał przemądrzały.
po dwóch tygodniach zdawkowej korespondencji (wymieniliśmy ze sobą może z pięć jednozdaniowych wiadomości) zaprosiłam Go - na przyczepkę - do kina. i tak szłam na seans z przyjaciółką.
po kilku dniach była wieczorna herbata w wegetariańskiej knajpce.
z Giancarlem w roli głównej.
Syn wychodząc z knajpy chwycił nas za ręce i nie puścił.
kazał się prowadzić w środku, a Niemężowi powiedział, że jest Jego ulubionym Wujeczkiem i że Go zaprasza do naszego domu, bo w domu mamy bardzo przytulnie.
a potem...
... wspólne życie potoczyło się z rozmachem i wieloma, wieloma niespodziewanymi zwrotami w fabule.
dziś obchodzimy drugą rocznicę spotkania - zapoznania w kinie.
Hołdys napisał dwa dni temu na twarzoksiążce, że jeśli dysponowałby maszyną czasu, cofnąłby się do dnia, w którym poznał swoją żonę Gusię i chciałby przeżyć jeszcze raz wspólne życie, co do sekundy.
mam tak samo.
***
powtórzę raz jeszcze, dawno temu opublikowane na blogu słowa Pierwszego Listu do Koryntian.
i chociaż brzmią patetycznie, są jednym z najpiękniejszych znanych mi wierszy miłosnych.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.
chwilo, trwaj.
jak długo się da.
na profilu zamieścił same durne zdjęcia. a opis profilu miał przemądrzały.
po dwóch tygodniach zdawkowej korespondencji (wymieniliśmy ze sobą może z pięć jednozdaniowych wiadomości) zaprosiłam Go - na przyczepkę - do kina. i tak szłam na seans z przyjaciółką.
po kilku dniach była wieczorna herbata w wegetariańskiej knajpce.
z Giancarlem w roli głównej.
Syn wychodząc z knajpy chwycił nas za ręce i nie puścił.
kazał się prowadzić w środku, a Niemężowi powiedział, że jest Jego ulubionym Wujeczkiem i że Go zaprasza do naszego domu, bo w domu mamy bardzo przytulnie.
| moi chłopcy najmilejsi. |
a potem...
... wspólne życie potoczyło się z rozmachem i wieloma, wieloma niespodziewanymi zwrotami w fabule.
dziś obchodzimy drugą rocznicę spotkania - zapoznania w kinie.
Hołdys napisał dwa dni temu na twarzoksiążce, że jeśli dysponowałby maszyną czasu, cofnąłby się do dnia, w którym poznał swoją żonę Gusię i chciałby przeżyć jeszcze raz wspólne życie, co do sekundy.
mam tak samo.
***
powtórzę raz jeszcze, dawno temu opublikowane na blogu słowa Pierwszego Listu do Koryntian.
i chociaż brzmią patetycznie, są jednym z najpiękniejszych znanych mi wierszy miłosnych.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.
chwilo, trwaj.
jak długo się da.
niedziela, 25 grudnia 2011
sobota, 24 grudnia 2011
piątek, 23 grudnia 2011
[613].
(K-Maro - Femme like you)
***
oto nastał koniec trzeciego tygodnia piątego kursu, zwany również czwartkiem.
a jak czwartek, to morfologia.
po spotkaniu się ze Świętym Mikołajem, odebrałam wyniki.
Ulubiony Doktorek powiedział, że jestem zdrowa jak rydz (oprócz ciut rozjechanej morfologii, bloku metabolicznego w wątrobie i braku żelaza).
zaczynam więc od dziś łykać żelazo, a dla zdrowotności wątroby dziabnę coś hepatolubnego.
poza tym boli mnie ucho i gardło.
a Babcia B. wyczytała, że 1/3 Polaków deklaruje się, że nienawidzi Świąt Bożego Narodzenia.
***
oto nastał koniec trzeciego tygodnia piątego kursu, zwany również czwartkiem.
a jak czwartek, to morfologia.
po spotkaniu się ze Świętym Mikołajem, odebrałam wyniki.
Ulubiony Doktorek powiedział, że jestem zdrowa jak rydz (oprócz ciut rozjechanej morfologii, bloku metabolicznego w wątrobie i braku żelaza).
zaczynam więc od dziś łykać żelazo, a dla zdrowotności wątroby dziabnę coś hepatolubnego.
poza tym boli mnie ucho i gardło.
a Babcia B. wyczytała, że 1/3 Polaków deklaruje się, że nienawidzi Świąt Bożego Narodzenia.
czwartek, 22 grudnia 2011
[612].
(Alain Bashung - Je fume pour oublier que tu bois)
***
***
samopoczucie średnie, więc leżę w łóżku, wwąchuję się w szyję Syna, oglądamy filmiki o zwierzętach.
przy 0:44 wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
***
zgodnie z sugestią pani doktor z Uniwersytetu Medycznego z Banacha (Marto, raz jeszcze dziękuję serdecznie za kontakt!), która jako last but not least porównywała płyty z tomografiami, udałam się dziś na badanie rezonansem.
badanie przebiegło w atmosferze klinicznej uprzejmości, zabarwionej małoobrazkową empatią.
do czasu.
aż jebnęło coś w maszynie.
i z powodu zaniku napięcia badanie wystrzeliło się w kosmos.
i trzeba powtórzyć proszę oddychać - proszę nie oddychać jeszcze raz.
opadły ręce badającym.
a mnie ścierpł tyłek.
po grubo ponad dwóch godzinach nieruchomego leżenia w rezonansie, zaś w sumie po siedmiu godzinach na czczo, poprosiłam o kubek herbaty z dużą ilością cukru.
i tu - niespodzianka - zaprowadzono mnie do kuchni dla personelu (w klinice nie ma barku dla pacjentów), gdzie zostałam ugoszczona.
krępują mnie takie gesty serdeczności.
wprawiają w zakłopotanie.
robi mi się bardzo miło i smutno.
bo myślę, że nie tylko o życzliwość chodzi.
że gest jest efektem tego, co ci ludzie zobaczyli.
***
Was też rozbawił moment z arbuzem?
przy 0:44 wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
***
zgodnie z sugestią pani doktor z Uniwersytetu Medycznego z Banacha (Marto, raz jeszcze dziękuję serdecznie za kontakt!), która jako last but not least porównywała płyty z tomografiami, udałam się dziś na badanie rezonansem.
![]() |
| droga na Lublin. piesek kiwa łebkiem: będzie dobrze, będzie dobrze. |
do czasu.
aż jebnęło coś w maszynie.
i z powodu zaniku napięcia badanie wystrzeliło się w kosmos.
i trzeba powtórzyć proszę oddychać - proszę nie oddychać jeszcze raz.
opadły ręce badającym.
a mnie ścierpł tyłek.
po grubo ponad dwóch godzinach nieruchomego leżenia w rezonansie, zaś w sumie po siedmiu godzinach na czczo, poprosiłam o kubek herbaty z dużą ilością cukru.
i tu - niespodzianka - zaprowadzono mnie do kuchni dla personelu (w klinice nie ma barku dla pacjentów), gdzie zostałam ugoszczona.
![]() |
| jak mawia Pismo: spragnionych napoić, chuder(l)akom dać żreć. |
wprawiają w zakłopotanie.
robi mi się bardzo miło i smutno.
bo myślę, że nie tylko o życzliwość chodzi.
że gest jest efektem tego, co ci ludzie zobaczyli.
***
Was też rozbawił moment z arbuzem?
środa, 21 grudnia 2011
[611].
(Diana Krall - Count your blessings instead of sheep)
***
z Obcym, który przez dziewięć miesięcy zasiedlał mnie, czytaliśmy wieczorami w łóżku.
Obcemu, który po wykluciu się - w wyniku którego transformował się w MinistraKaliszaWŚpiochach zwanego również Pulpetem lub NajpiękniejszymChłopcemNaŚwiecieWSwojejKategoriiWiekowej - czytałam co wieczór przed zaśnięciem.
ojp, co to był za czas!
już po niespełna dwóch latach klęłam pod nosem jak szewc, gdy zbliżał wieczór.
- mama, cita.
- mama, tu cita to.
- mamaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, oć. mama, cita.
i radosny rechot spod trzewi. bo po raz tryliardowy mały miś znalazł swoją mamę.
bo po raz megabilionowy pan pomidor przedrzeźniał ogrodniczkę.
aaa!!!
i tak przez kilka lat.
po Małym Misiu były dziesiątki dziesiątek książek.
i nagle, miesiąc temu, pstryk.
koniec.
skoń-czy-ło-się.
umie czytać.
koniec z mamusiu, a co tu jest napisane.
nie ma chodź mamo, poczytasz mi komiks.
żegnaj, swobodne pisanie na skajpie, bezkarne mailowanie.
pa! tajemnicza korespondencjo rzucona beztrosko na stół.
żegnajcie anonimowe miasta i ulice, kinowe repertuary, sklepy, reklamy, promocje, sery (to nie radamer, to morski. nie kupuj go, mamusiu, ja znajdę radamera).
żegnajcie, nierozpoznane nazwy miesięcy, dni.
każde słowo, każda litera muszą zostać połknięte i przetrawione.
- mamo, będę w łóżku czytał gazetę.
- mamo, tu jest napisane "absorbować". istnieje takie słowo "absorbować"? nie powinno być "aprobować"?
- mamo, a to twoje lekarstwo ma japońskie litery, wiesz że ja nic z nich nie rozumiem?
- mamo, zanim zawieziesz mnie do szkoły, ja poczytam sobie.
- mamo, czy mogę czytać przy śniadaniu?
- mamo, dlaczego nie umiem czytać po angielsku?
- mamo, idę do ubikacji, biorę książkę.
- mamo, wezmę komiks do szkoły, poczytam sobie na przerwie.
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!***
z Obcym, który przez dziewięć miesięcy zasiedlał mnie, czytaliśmy wieczorami w łóżku.
Obcemu, który po wykluciu się - w wyniku którego transformował się w MinistraKaliszaWŚpiochach zwanego również Pulpetem lub NajpiękniejszymChłopcemNaŚwiecieWSwojejKategoriiWiekowej - czytałam co wieczór przed zaśnięciem.
ojp, co to był za czas!
już po niespełna dwóch latach klęłam pod nosem jak szewc, gdy zbliżał wieczór.
- mama, cita.
- mama, tu cita to.
- mamaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, oć. mama, cita.
i radosny rechot spod trzewi. bo po raz tryliardowy mały miś znalazł swoją mamę.
bo po raz megabilionowy pan pomidor przedrzeźniał ogrodniczkę.
aaa!!!
i tak przez kilka lat.
po Małym Misiu były dziesiątki dziesiątek książek.
i nagle, miesiąc temu, pstryk.
koniec.
skoń-czy-ło-się.
umie czytać.
koniec z mamusiu, a co tu jest napisane.
nie ma chodź mamo, poczytasz mi komiks.
żegnaj, swobodne pisanie na skajpie, bezkarne mailowanie.
pa! tajemnicza korespondencjo rzucona beztrosko na stół.
żegnajcie anonimowe miasta i ulice, kinowe repertuary, sklepy, reklamy, promocje, sery (to nie radamer, to morski. nie kupuj go, mamusiu, ja znajdę radamera).
żegnajcie, nierozpoznane nazwy miesięcy, dni.
każde słowo, każda litera muszą zostać połknięte i przetrawione.
- mamo, będę w łóżku czytał gazetę.
- mamo, tu jest napisane "absorbować". istnieje takie słowo "absorbować"? nie powinno być "aprobować"?
- mamo, a to twoje lekarstwo ma japońskie litery, wiesz że ja nic z nich nie rozumiem?
- mamo, zanim zawieziesz mnie do szkoły, ja poczytam sobie.
- mamo, czy mogę czytać przy śniadaniu?
- mamo, dlaczego nie umiem czytać po angielsku?
- mamo, idę do ubikacji, biorę książkę.
- mamo, wezmę komiks do szkoły, poczytam sobie na przerwie.
![]() |
| list czytam! |
![]() |
| e, chłopaki, poczytam wam komiks o Garfieldzie. |
![]() |
| ciii... nie przeszkadzaj. nie widzisz, że czytam? |
![]() |
| tak, wiem że już wychodzimy do szkoły. ja tylko muszę tu doczytać. |
wtorek, 20 grudnia 2011
[610].
(Shadowlight - Dreaming awake)
współczesny King Crimson.
lubię, bardzo.
***
jest stajl: czapka po domu.
mama nosi, dziecko nosi.
- mamo, a mogę spać w czapce tak jak ty?
***
- mamo, po co są te wszystkie lekarstwa, przecież ty jesteś już zdrowa, prawda?
- nie, nie jestem, ale staram się.współczesny King Crimson.
lubię, bardzo.
***
![]() |
| odrabianie lekcji. |
mama nosi, dziecko nosi.
- mamo, a mogę spać w czapce tak jak ty?
***
- mamo, po co są te wszystkie lekarstwa, przecież ty jesteś już zdrowa, prawda?
- a kiedy będziesz zdrowa?
- nie wiem.
- ale kiedyś wyzdrowiejesz całkiem, prawda?
...
***
co nam dziś powie Thich Nhat Hanh?
(...) gdy ktoś naprawdę dba o siebie, dba o wszystkich. Przestaje przysparzać cierpień światu, sam stając się źródłem radości i świeżości. Tu i ówdzie spotyka się ludzi, którzy potrafią naprawdę o siebie dbać, żyjąc szczęśliwie i radośnie. Ci ludzie to nasza najmocniejsza podpora. Wszystko, co robią, robią dla wszystkich. (...). To jest medytacja miłości.
(Nauki miłości, str. 22)
jestem zachwycona tą książką.
znajduję w niej moje myśli.
myśli, których nigdy nie umiałam tak szczegółowo ująć, a tu zostały uporządkowane, jasno wyrażone.
staje się światło.
piękne to.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
[609].
(Neil Diamond - If you know what I mean)
(...)
If you know what I mean, babe
If you know what I mean, babe.
***
czytam Gałczyńskiego i chichoczę jak fretka.
Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić "Dziwnego kelnera"
Występują:
Dziwny Kelner
Gość I
Gość II
i Gość III
Dziwny Kelner:
Pan płaci?
Gość I:
Kotlet barani.
Dziwny Kelner:
Kotlet barani dwieście.
Wódki nie było?
Gość I:
Wódki nie było.
Dziwny Kelner:
Wódki nie było pięćset.
Piwo?
Gość I:
Piwa nie było.
Dziwny Kelner:
Piwa nie było sześćset, kotlet dwieście, osiemset, dziękuję panu. (do Gościa II) Ozór sos chrzanowy?
Gość II:
Jajecznica z trzech.
Dziwny Kelner:
Ozór sos chrzanowy nie było dwieście pięćdziesiąt jajecznica z trzech dziewięćdziesiąt dziewięć, szampan nie było sześć tysięcy, razem 6349, dziękuję panu, dobranoc panu.
Gość III:
(wstaje i za pomocą dębowej laski robi dziurę w głowie Dziwnego Kelnera)
Dziwny Kelner:
Dziura w głowie osiemset pięćdziesiąt, kotlet wieprzowy dwieście, razem tysiąc pięćdziesiąt, piwa nie było, sto, tysiąc sto pięćdziesiąt, dziękuję panu, dobranoc panu.
Moje uszanowanie panu.
K U R T Y N A
***
już mi lepiej, o wiele lepiej.
po pierwsze - wtulenie się w Niemęża czyni cuda.
Jego uczucie ma wielką moc.
do drugie - czytam Nauki o miłości Thich Nhat Hanha, które ofiarował mi Jasiu S., nasz nauczyciel po krainie medytacji.
i tak mi się wszystko ładnie układa.
Trzecim składnikiem prawdziwej miłości jest "mudita", czyli radość. Prawdziwa miłość zawsze przynosi radość nam i osobom, które kochamy. Jeżeli nasza miłość nie ma takiej mocy, nie jest prawdziwa.
(...). Wiele drobiazgów może nas uszczęśliwić. (...). Trwając w stanie uważności, możemy naprawdę dotknąć tych przecudnych, ożywiających rzeczy i zjawisk; tak właśnie, naturalnie, wzrasta w nas stan radości. Radość zawiera szczęście, a szczęście - radość.
(...). Cieszymy się, widząc szczęście innych, ale cieszymy się także, gdy i nam jest dobrze. (...). Radość jest dla wszystkich.
więc podzielę się z Wami moją radością i moim szczęściem.
przede wszystkim: kocham i jestem kochana.
mimo wielu wielkich kłopotów jest mi w życiu dobrze - nawet jeśli czasami robi się smutno, bo bolące cośboli wywołuje lęk przed nieznanym zagrożeniem.
a ponadto, gdy kupowałam dziś w biletoautomacie bilet, z maszyny wysunęło się, nie wiedzieć czemu, dziesięć złotych.
i przyśnił mi się bardzo ciepło, energetycznie, W.H., mój ulubiony były szef, z którym łączy mnie walka o zdrowie.
i dostałam całkiem bez okazji bukiet szesnastu róż (tylko czemu szesnastu?).
i wypiłam pyszne caffe latte (na mleku sojowym - takie rzeczy na mieście tylko w Kofihewen).
i Syn mi powiedział, że jestem najbardziej nastolatkową mamą ze wszystkich mam dzieci z Jego klasy.
i że miał dziś świetny dzień.
i otrzymałam od Ingrid piękną kartkę bożonarodzeniową. dziękuję bardzo! thank you very much!
a co u Was dziś dobrego się wydarzyło?
opowiedzcie, proszę.
(...)
If you know what I mean, babe
If you know what I mean, babe.
***
czytam Gałczyńskiego i chichoczę jak fretka.
Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić "Dziwnego kelnera"
Występują:
Dziwny Kelner
Gość I
Gość II
i Gość III
Dziwny Kelner:
Pan płaci?
Gość I:
Kotlet barani.
Dziwny Kelner:
Kotlet barani dwieście.
Wódki nie było?
Gość I:
Wódki nie było.
Dziwny Kelner:
Wódki nie było pięćset.
Piwo?
Gość I:
Piwa nie było.
Dziwny Kelner:
Piwa nie było sześćset, kotlet dwieście, osiemset, dziękuję panu. (do Gościa II) Ozór sos chrzanowy?
Gość II:
Jajecznica z trzech.
Dziwny Kelner:
Ozór sos chrzanowy nie było dwieście pięćdziesiąt jajecznica z trzech dziewięćdziesiąt dziewięć, szampan nie było sześć tysięcy, razem 6349, dziękuję panu, dobranoc panu.
Gość III:
(wstaje i za pomocą dębowej laski robi dziurę w głowie Dziwnego Kelnera)
Dziwny Kelner:
Dziura w głowie osiemset pięćdziesiąt, kotlet wieprzowy dwieście, razem tysiąc pięćdziesiąt, piwa nie było, sto, tysiąc sto pięćdziesiąt, dziękuję panu, dobranoc panu.
Moje uszanowanie panu.
K U R T Y N A
***
już mi lepiej, o wiele lepiej.
po pierwsze - wtulenie się w Niemęża czyni cuda.
Jego uczucie ma wielką moc.
do drugie - czytam Nauki o miłości Thich Nhat Hanha, które ofiarował mi Jasiu S., nasz nauczyciel po krainie medytacji.
i tak mi się wszystko ładnie układa.
Trzecim składnikiem prawdziwej miłości jest "mudita", czyli radość. Prawdziwa miłość zawsze przynosi radość nam i osobom, które kochamy. Jeżeli nasza miłość nie ma takiej mocy, nie jest prawdziwa.
(...). Wiele drobiazgów może nas uszczęśliwić. (...). Trwając w stanie uważności, możemy naprawdę dotknąć tych przecudnych, ożywiających rzeczy i zjawisk; tak właśnie, naturalnie, wzrasta w nas stan radości. Radość zawiera szczęście, a szczęście - radość.
(...). Cieszymy się, widząc szczęście innych, ale cieszymy się także, gdy i nam jest dobrze. (...). Radość jest dla wszystkich.
więc podzielę się z Wami moją radością i moim szczęściem.
przede wszystkim: kocham i jestem kochana.
mimo wielu wielkich kłopotów jest mi w życiu dobrze - nawet jeśli czasami robi się smutno, bo bolące cośboli wywołuje lęk przed nieznanym zagrożeniem.
a ponadto, gdy kupowałam dziś w biletoautomacie bilet, z maszyny wysunęło się, nie wiedzieć czemu, dziesięć złotych.
i przyśnił mi się bardzo ciepło, energetycznie, W.H., mój ulubiony były szef, z którym łączy mnie walka o zdrowie.
i dostałam całkiem bez okazji bukiet szesnastu róż (tylko czemu szesnastu?).
i wypiłam pyszne caffe latte (na mleku sojowym - takie rzeczy na mieście tylko w Kofihewen).
i Syn mi powiedział, że jestem najbardziej nastolatkową mamą ze wszystkich mam dzieci z Jego klasy.
i że miał dziś świetny dzień.
i otrzymałam od Ingrid piękną kartkę bożonarodzeniową. dziękuję bardzo! thank you very much!
a co u Was dziś dobrego się wydarzyło?
opowiedzcie, proszę.
niedziela, 18 grudnia 2011
[608].
(Levon Minassian i Armand Amar - Tchinarese)
***
nie, do cholery.
tak nie może być.
nie mogę dać się złemu nastrojowi.
szukam równowagi w prostych czynnościach.
kontrolowanie oddechu.
pranie, odkurzanie, mycie naczyń.
wygłupy z Synem.
miętolenie Viledy.
czytanie wierszy.
i wreszcie, najprostszy ze znanych mi sposobów chwytania pionu: śmiech.
najlepiej taki nieskomplikowany, ludyczny.
Dana wysłała mi dowcip, który mnie serdecznie rozbawił.
pewnie dlatego, że wyobraziłam sobie Giancarla i Niedobrą Przedszkolankę.
(którą razem z Niemężem wyeliminowaliśmy z obsługi grupy Syna, bo biła dzieci, wiązała im taśmą klejącą ręce itp.).
oto dowcip:
Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe butki. Szarpie się, męczy, ciągnie...
- No, weszły!
Spocona siedzi na podłodze, dziecko mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie! No to je ściągają, mordują się, sapią... Uuuf, zeszły! Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść... Uuuf, weszły!
Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...
Pani niebezpiecznie zwężyły się oczy. [tu jest ten moment, kiedy już się śmieję] Odczekała i znowu szarpie się z butami...Zeszły!
Na to dziecko :
- ... bo to są buciki mojego brata, ale mama kazała mi je nosić.
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała, aż przestaną jej się trząść, i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty. Wciągają, wciągają... weszły!.
- No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach!
a jakie są Wasze metody łapania równowagi, gdy przychodzi czarny, kosmaty lęk?
***
nie, do cholery.
tak nie może być.
nie mogę dać się złemu nastrojowi.
szukam równowagi w prostych czynnościach.
kontrolowanie oddechu.
pranie, odkurzanie, mycie naczyń.
wygłupy z Synem.
miętolenie Viledy.
czytanie wierszy.
i wreszcie, najprostszy ze znanych mi sposobów chwytania pionu: śmiech.
najlepiej taki nieskomplikowany, ludyczny.
Dana wysłała mi dowcip, który mnie serdecznie rozbawił.
pewnie dlatego, że wyobraziłam sobie Giancarla i Niedobrą Przedszkolankę.
(którą razem z Niemężem wyeliminowaliśmy z obsługi grupy Syna, bo biła dzieci, wiązała im taśmą klejącą ręce itp.).
oto dowcip:
Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe butki. Szarpie się, męczy, ciągnie...
- No, weszły!
Spocona siedzi na podłodze, dziecko mówi:
- Ale mam buciki odwrotnie...
Pani patrzy, faktycznie! No to je ściągają, mordują się, sapią... Uuuf, zeszły! Wciągają je znowu, sapią, ciągną, ale nie chcą wejść... Uuuf, weszły!
Pani siedzi, dyszy a dziecko mówi:
- Ale to nie moje buciki...
Pani niebezpiecznie zwężyły się oczy. [tu jest ten moment, kiedy już się śmieję] Odczekała i znowu szarpie się z butami...Zeszły!
Na to dziecko :
- ... bo to są buciki mojego brata, ale mama kazała mi je nosić.
Pani zacisnęła ręce mocno na szafce, odczekała, aż przestaną jej się trząść, i znowu pomaga dziecku wciągnąć buty. Wciągają, wciągają... weszły!.
- No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie masz rękawiczki?
- W bucikach!
a jakie są Wasze metody łapania równowagi, gdy przychodzi czarny, kosmaty lęk?
sobota, 17 grudnia 2011
[607].
dobry wieczór.
właśnie się obudziłam.
i nie czuję się dobrze.
i boli mnie jakieś coś.
i do tego dostałam dziś kiepskie wiadomości o Michałku Romaniuku.
i jeszcze parę innych maili - smutnych, przestraszonych.
cóż, dotykam życia.
takie właśnie jest.
jest.
***
W złotych strzępach liści...- Jan Lechoń
W złotych strzępach liści drzewa nocą stoją,
Księżyc srebrne smugi po ziemi rozwłóczy.
Nic mi nie pomoże na tęsknotę moją,
Już mnie żadne szczęście od niej nie oduczy.
Pobielały domy od srebrnej poświaty,
Jesienny przymrozek słabe ciało krzepi.
Tylko zeschłe liście, tylko zwiędłe kwiaty!
Może być, jak było, może nie być lepiej.
właśnie się obudziłam.
i nie czuję się dobrze.
i boli mnie jakieś coś.
i do tego dostałam dziś kiepskie wiadomości o Michałku Romaniuku.
i jeszcze parę innych maili - smutnych, przestraszonych.
cóż, dotykam życia.
takie właśnie jest.
jest.
***
W złotych strzępach liści...- Jan Lechoń
W złotych strzępach liści drzewa nocą stoją,
Księżyc srebrne smugi po ziemi rozwłóczy.
Nic mi nie pomoże na tęsknotę moją,
Już mnie żadne szczęście od niej nie oduczy.
Pobielały domy od srebrnej poświaty,
Jesienny przymrozek słabe ciało krzepi.
Tylko zeschłe liście, tylko zwiędłe kwiaty!
Może być, jak było, może nie być lepiej.
piątek, 16 grudnia 2011
[606].
(Fredericks Goldman Jones - Tu manques)
***
lubię dotykać życia.
mam tak odkąd pamiętam.
zatrzymuje mnie tu i teraz.
odczuwam to, co jest, takim jakie jest.
z tą różnicą, że kiedyś nie uginałam karku.
i teraz mam trochę więcej cierpliwości.
zgadzam się, akceptuję.
po prostu tak ma być.
przyjmuję wszystko, co otrzymuję.
i uważnie się przyglądam.
i cieszę się, że jest.
tego samego uczę Syna.
i lubię patrzeć, gdy zatrzymuje Go codzienność w swojej niezwykłości.
szadź na łące, kot w oknie, kształt chmury, smak kanapki.
żyjemy.
ale to fajne.
***
Konstanty Ildefons Gałczyński - Hymn starców
I.
Miliardy są nas na tym świecie,
który mgliście widzimy przez szkła,
I każdego z nas w dołku gniecie,
i każdy z nas zgagę ma.
Nam nie wolno ogórków i grzybków,
nas malutki zabija rydz,
nam nie wolno niczego za szybko
i nie wolno w ogóle nic.
REFREN - chór
Ale choć nam nawala w wątrobie,
choć nas męczą zastrzyki i kasze,
śmiało, starcy, stańmy na głowie.
Ziemia młodym. Lecz niebo jest nasze.
II.
My podobni jesteśmy duchom
i staramy się trzymać, lecz
czasem we śnie odpadnie nam ucho
albo noga lub inna rzecz.
Czasem w mózgu zaśpiewa ptaszynka
lub króliczek podskoczy hop-siup
czasem nawet zaszkodzi nam szynka
i już koniec, i astry na grób.
REFREN - chór
Ale choć nam nawala w wątrobie,
choć nas męczą zastrzyki i kasze,
śmiało, starcy, stańmy na głowie.
Ziemia młodym. Lecz niebo jest nasze.
***
lubię dotykać życia.
mam tak odkąd pamiętam.
zatrzymuje mnie tu i teraz.
odczuwam to, co jest, takim jakie jest.
z tą różnicą, że kiedyś nie uginałam karku.
i teraz mam trochę więcej cierpliwości.
zgadzam się, akceptuję.
po prostu tak ma być.
przyjmuję wszystko, co otrzymuję.
i uważnie się przyglądam.
i cieszę się, że jest.
tego samego uczę Syna.
i lubię patrzeć, gdy zatrzymuje Go codzienność w swojej niezwykłości.
szadź na łące, kot w oknie, kształt chmury, smak kanapki.
żyjemy.
ale to fajne.
***
Konstanty Ildefons Gałczyński - Hymn starców
I.
Miliardy są nas na tym świecie,
który mgliście widzimy przez szkła,
I każdego z nas w dołku gniecie,
i każdy z nas zgagę ma.
Nam nie wolno ogórków i grzybków,
nas malutki zabija rydz,
nam nie wolno niczego za szybko
i nie wolno w ogóle nic.
REFREN - chór
Ale choć nam nawala w wątrobie,
choć nas męczą zastrzyki i kasze,
śmiało, starcy, stańmy na głowie.
Ziemia młodym. Lecz niebo jest nasze.
II.
My podobni jesteśmy duchom
i staramy się trzymać, lecz
czasem we śnie odpadnie nam ucho
albo noga lub inna rzecz.
Czasem w mózgu zaśpiewa ptaszynka
lub króliczek podskoczy hop-siup
czasem nawet zaszkodzi nam szynka
i już koniec, i astry na grób.
REFREN - chór
Ale choć nam nawala w wątrobie,
choć nas męczą zastrzyki i kasze,
śmiało, starcy, stańmy na głowie.
Ziemia młodym. Lecz niebo jest nasze.
czwartek, 15 grudnia 2011
[605].
(Kosheen - Recovery)
jest MOOOOC.
jeszcze tydzień do końca piątego kursu chemii.
wątroba boli, ale co tam.
dzięki wysokiej bilirubinie jestem tak ślicznie opalona.
a potem szósty kurs.
i siódmy.
i ósmy.
i tak do skutku.
***
ubiegłego tygodnia powyższy list, pełen szczerego żalu, został przekazany na mamine ręce - z gorącymi przeprosinami dla rzeczonej - i z prośbą przekazania dalej, świętemu Mikołajowi ( - ja wiem, że święty Mikołaj nie żyje, bo on żył bardzo dawno, ale teraz żyją są jego zastępcy, prawda?).
Mikołaj jednak był łaskaw, prezent przyniósł.
Syn ubolewa, że każdy z nas coś dostał, tylko Vileda poszkodowana.
w ramach specyficznie pojętego prezentu odbieramy dziś dla niej hipoalergiczną karmę.
może opamięta się i przestanie wydrapywać sierść przy uszach.
***
takie piękne posłanko w lamparcie cętki kupiłam jej w Biedrze... mięciutkie, stylowo - buduarowe...
nie chce w nim leżeć.
woli kartonowe pudło.
co za swołocz.
jest MOOOOC.
jeszcze tydzień do końca piątego kursu chemii.
wątroba boli, ale co tam.
dzięki wysokiej bilirubinie jestem tak ślicznie opalona.
a potem szósty kurs.
i siódmy.
i ósmy.
i tak do skutku.
***
ubiegłego tygodnia powyższy list, pełen szczerego żalu, został przekazany na mamine ręce - z gorącymi przeprosinami dla rzeczonej - i z prośbą przekazania dalej, świętemu Mikołajowi ( - ja wiem, że święty Mikołaj nie żyje, bo on żył bardzo dawno, ale teraz żyją są jego zastępcy, prawda?).
Mikołaj jednak był łaskaw, prezent przyniósł.
Syn ubolewa, że każdy z nas coś dostał, tylko Vileda poszkodowana.
w ramach specyficznie pojętego prezentu odbieramy dziś dla niej hipoalergiczną karmę.
może opamięta się i przestanie wydrapywać sierść przy uszach.
***
| - czy chcesz wiedzieć, gdzie mieszkają rasowi kloszardzi? |
| - pffff.... przecież to oczywiste... |
takie piękne posłanko w lamparcie cętki kupiłam jej w Biedrze... mięciutkie, stylowo - buduarowe...
nie chce w nim leżeć.
woli kartonowe pudło.
co za swołocz.
środa, 14 grudnia 2011
[604].
Sic - Hey w interpretacji CeZika
***
jestem bardzo zmęczona.
przypuśćmy, że z powodu tysiąca problemów i setek spraw do załatwiania.
przypuśćmy.
i niech tak zostanie.
***
Nie dobijaj się
Nie otworzę Ci
Nie wyglądam dziś
przesadnie ładnie
Późno przyszedł sen
Przyszedł i był zły
Nie mam siły
na zabawę w przyjaźń
(...)
wtorek, 13 grudnia 2011
[603].
(Cake - Take it all away)
***
pot zalewał mi oczy, dłonie pełne były bolesnych odcisków, ale dzielnie produkowałam i zdobiłam tony świątecznych ciasteczek.
dobra, kłamię.
siedziałam rozparta w fotelu, żarłam co się dało, piłam wino i patrzyłam, jak tradycji staje się zadość.
oto fotorelacja.
jak u Was?
dostaliście już świątecznego amoku?
***
pot zalewał mi oczy, dłonie pełne były bolesnych odcisków, ale dzielnie produkowałam i zdobiłam tony świątecznych ciasteczek.
dobra, kłamię.
siedziałam rozparta w fotelu, żarłam co się dało, piłam wino i patrzyłam, jak tradycji staje się zadość.
oto fotorelacja.
| duńskie klocki odniosły zwycięstwo nad szwedzkimi foremkami. |
| pierniki do pierników! |
| pierniczenie się ze zdobieniem. |
| opierniczanie się. |
| i wpierniczanie. |
jak u Was?
dostaliście już świątecznego amoku?
Subskrybuj:
Posty (Atom)














