niedziela, 15 maja 2011

[392].



(Spinvis - Bagagedragen)

***
byliśmy dziś na festynie O Holender.
świętowaliśmy urodziny królowej Holandii.

Giancarlo handlował na kocyku swoimi zabawkami.

wymienił robota na tor Hotłilsów.
mimo dżdżystej pogody uczestnicy bawili się dobrze...
...co widać na powyższym zdjęciu.
u Giancarla można było kupić koparkę.
obejrzeć Kubusia Puchatka.
zastanowić się nad Kung Fu Pandą.
niektórzy kupili pomarańczowego tulipana.
inni - zaopatrzyli się w wielofunkcyjny płaski klucz plastikowy w kolorze szarym.
Giancarlo wygrał w konkursie wielką pakę LEGO CITY!
a oto nasza sąsiadka z kocyka po prawej stronie.
pani ogląda książki wyłożone na kocyku po lewej stronie od naszego.
goede dag! :)
oooo, idzie deszcz!
i pada! pada na Spidermana.
pada na panią Torbę.
pada na Księżniczkę.
moczy psie łapki.
a na zakończenie - pora na wypuszczenie balonów - nielotów.

lećcie balony, lećcie!
do zobaczenia za rok!
tot ziens! :)))

sobota, 14 maja 2011

[391].



(Elizabeth & the Catapult - Perfectly Perfect)

***

weekendzik.
ruszyliśmy z Synem wieczorowo poro do Chujni.

zamawiam omleta.
- ty się zastanów, czy ty możesz jeść omleta - kwestionuje Syn.
- mogę, przecież w domu jem. - argumentuję nieśmiało.
- ale tu jest knajpa, to co innego, czy ty wiesz co robisz? - Syn jest nieustępliwy - potem będzie Ci słabo, pomyślałaś o tym?

żuję omleta.
jest ogromny, z trzech jaj, przełożony kilogramem dżemu truskawkowego, polany syropem truskawkowym, posypany cynamonem, obsikany po wielokroć bitą śmietaną.
miał rację, przemyka mi przez głowę - zasłabnę - za dużo tu cukru i tłuszczu.
przystępuję do ataku.
- zjedz trochę ode mnie, proszę, niech to będzie Twoja kolacja - mierzę w szczerbatą paszczurę omletem nadzianym na widelec.
- nie chcę, dziękuję bardzo - Syn patrzy na mnie beznamiętnie i bezlitośnie kontynuuje: sama zjedz, przecież to ty chciałaś omleta.
- zjedz, bo nie pozwolę Ci spać ze mną - syczę. widząc Jego zdziwione spojrzenie dodaję - tak, wiem, to szantaż emocjonalny, ale sam widzisz, jak dużo mam tego omleta.
- dobra, kawalątek zjem. - Giancarlo łaskawie się zgadza i otwiera buzię tak, że może, ewentualnie, mógłby zmieścić w niej jednego wyssanego tik-taka, a może - pół.
sapię zła na siebie i na omleta.
- kiedyś, jak będziesz starszy, powiem Ci co myślę o takim jedzeniu - złorzeczę enigmatycznie.
- a co mi powiesz? powiesz: kurwa, ale duży naleśnik z tego omleta? - dopytuje się z zainteresowaniem Syn.

spadam z kanapy szarpana spazmami głupiego chichotu.

piątek, 13 maja 2011

[390].

(Anna Serafińska - Chodzi o to żeby nie być idiotą)

***

przepraszam, ale muszę:
- z jakiej rodziny pochodzi Marta Kaczyńska?
- Marta Kaczyńska pochodzi z rozbitej rodziny.
wiem, że niesmaczne, ale dowcipne.
dziś taki dzień.

***

bo dziś był kolejny dzień masakry, tym razem - domowo - biurowy.
skupiłam się na pisaniu donosów, ponagleń, zażaleń, skarg i odpowiedzi.
nie dam się robić w balona, proszę pani adwokat w imieniu powoda działającej z nieobciętymi i niedomalowanymi od dwóch miesięcy paznokciami u stóp.

swoją drogą (pomijając kilkumiesięczny brak pedikjuru) zastanawiam się nad moralnym aspektem sprawy - czy prawnik działając w imieniu klienta wierzy w jego prawość?

czwartek, 12 maja 2011

[389].

blogger się chrzani.
i pożera posty z komentarzami.
niedobrze, muszę zaimportować blogaska, w-razie-gdyby-co.

***



(Projekt Warszawiak - Nie ma cwaniaka nad warszawiaka)

***

przebrałam się z zakrwawionych ubrań.
piłę, siekierę i tasak ponownie naostrzyłam.
na ramieniu siedzi mi Vileda, kocica o spojrzeniu i wyglądzie rysia.
jesteśmy żądne sprawiedliwości. jesteśmy gotowe same ją wymierzyć.

bójcie się, maluczcy! trwają porządki!


zdradzę Wam tajemnicę - lepiej ze mną nie zadzierać.
rozjuszona jestem nieobliczalna.

- mrrach, mrrach, mrrrach!! - dodaje rozwścieczona Vilcia, nerwowo ruszając końcówką puchatego ogona.

środa, 11 maja 2011

[388].

tu był post, którego blogger zeżarł.
R.I.P.

piosenka była taka:
Natalia Iwanowa Oj ty babo

a post traktował o tym, że ludzie co innego mówią, a co innego robią.
i zacytowałam Kwokę, matkę Kurki, która zagdakała mi dwa miesiące temu do telefonu, że liczą się czyny, nie - słowa.
i że wybieram się na miasto robić porządki. piłą.


a przy okazji (lecz w temacie) dodam coś od marszałka Piłsudskiego: naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.

wtorek, 10 maja 2011

[387].

(Adele - Rolling in the deep)

***

- mamo, chcę się tobą opiekować, bo jestem mężczyzną.
przewaliłam dziś wieczorem kilkanaście amerykańskich blogasków "przetrwalników" (survivorów).
w każdym z nich autorzy bardzo silnie kładą akcent na odczuwaną wdzięczność, radość z życia.
mam to samo.
a nie czułam czegoś podobnego przed zachorowaniem, choć żyłam bardzo intensywnie.
wnioskuję, że opisywane uczucie jest nie tylko amerykańskim hurraoptymizmem; to rodzaj - nazwijmy go roboczo - szczęścia, które jest pochodną docenienia życia jako takiego.

i zauważyłam, że stałam się mistrzynią przekuwania porażek w sukcesy.
do tego stopnia, że zastanawiam się, czy istnieje taki cios, w którym nie dostrzegłabym pozytywów.
wiecie co mam na myśli?

poniedziałek, 9 maja 2011

[386].

(Moby - Wait for me, Villa remix)

***

odebrałam wyniki badań.
wszczepów brak.
nie zauważono, w każdym razie.

płynu w otrzewnej, za wątrobą i w miednicy mniejszej mnóstwo.
pęcherz przecieka?

a markerów nie robię, nie chce mi się humoru psuć.

i w sobotę zważyłam się u Gibcia i Karata.
46 kg.
nieźle!

niedziela, 8 maja 2011

[385].

z filmu Across the Universe - Hey Jude The Beatles

Hey Jude, don't make it bad.
Take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
Then you can start to make it better.

Hey Jude, don't be afraid,
You were made to go out and get her,
The minute you let her under your skin,
Then you begin to make it better.

And any time you feel the pain,
Hey Jude, refrain,
Don't carry the world
upon your shoulders.
For well, you know that it's a fool,
who plays it cool
By making his world a little colder.
Na na na na na
na na na na

Hey Jude, don't let me down.
You have found her now go and get her.
Remember to let her into your heart,
Then you can start to make it better.

Na na na na na...

Jude, hey Jude, hey Jude, hey Jude, hey Jude, hey Jude, hey...

Na na na na na..
.

***

Pola wysłała mi dziś linka do tej piosenki.

And anytime you feel the pain,
Hey Jude, refrain,
Don't carry the world upon your shoulders.

For well, you know that it's a fool,
Who plays it cool
By making his world a little colder.


***

za dużo ostatnio wyjeżdżałam, porzucając Syna to tu, to tam.
stęsknił się za mną bardzo i nie odstępuje mnie teraz na krok.
a ja muszę nadrabiać zaległości, nie mam czasu na życie rodzinne. korzystając z niedzieli, zajęłam się pracą. Giancarlo przy mojej nodze, na dywanie, budował z LEGO schron dla przestępców, którzy zbiegli z więzienia.
zainstalował im nawet klimatyzację oraz system wczesnego ostrzegania o zbliżających się policjantach.

hm, nie wiem, co o tym sądzić.

sobota, 7 maja 2011

[384].

(Emmylou Harris & Sarah McLachlan - Angel)

***

Konta, w które można rzucić "cegiełką" :

96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
nr konta Fundacji Świętego Mikołaja
ul.Przesmyckiego 40 05-500 Piaseczno
Proszę koniecznie dodać dopisek
"Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

I super konto do wpłat zagranicznych!
Nordea Bank 18 1440 1387 0000 0000 1092 6483
Fundacja Świętego Mikołaja
ul.Przesmyckiego 40 05-500 Piaseczno
Swift/ Bic : NDEAPLP2
Iban to literki Pl+nr konta
Proszę koniecznie dodać dopisek
"Na leczenie Pauliny Pruskiej"
***

Pau pilnie potrzebuje pieniędzy na leczenie.
pomóżmy, proszę.

piątek, 6 maja 2011

[383].

Ewa Bem - Wszystkiego najlepszego

Deszcz
Tej nocy spadł
Z twoich łez
I tak jak ta
Tych nocy będzie
Na pewno więcej
Lecz choć boisz się
Otwórz serce

Ref:
Może jest i źle
Ale nie zapomnij że
Nigdy nie tak źle by nie
Mogło być i gorzej od tego
Ty masz przecież mnie
A ja życzyć tobie chcę
Dziś wszystkiego najlepszego
Mój kolego

Wiem
Przeraża cię
Nowy dzień
Lecz nie bój się
Czy lepszy nie jest
Ten dzień od nocy
Strach ma przecież
Wielkie oczy

Ref:
Może jest i źle...

Gdy opadnie smutek i mnie
Zdarza się
Wierzę w to że ty mi zaśpiewasz
że

Ref:
Może jest i źle...


***

Może jest i źle
Ale nie zapomnij że
Nigdy nie tak źle by nie
Mogło być i gorzej od tego
Ty masz przecież mnie
A ja życzyć tobie chcę
Dziś wszystkiego najlepszego


***

zastanawialiście się kiedyś, ile człowiek potrafi znaleźć w sobie siły w trudnych chwilach?
i nie piszę o banalnych sytuacjach, takich jak brak pracy czy rozwód.

Mama mojej Mamy, przeszła na piechotę (w 1945, bezpośrednio po wyzwoleniu Warszawy) z Ursusa na Pragę.
była w dziewięciomiesięcznej ciąży z Babcią B., a za rączkę prowadziła starszego Brata mojej Mamy, czteroletniego wówczas, Wujka Dżordża.
poszli do Ich domu - sprawdzić, czy nie został zburzony, czy jest do czego wracać.
mosty były zniszczone, więc przeszli po zamarzniętej Wiśle.

***

Może jest i źle
Ale nie zapomnij że
Nigdy nie tak źle by nie
Mogło być i gorzej od tego
Ty masz przecież mnie
A ja życzyć tobie chcę
Dziś wszystkiego najlepszego

czwartek, 5 maja 2011

[382].



(Julian Tuwim - Całujcie mnie wszyscy w dupę)

***

to był potwornie ciężki tydzień.
a co najgorsze, jeszcze się skończył.

środa, 4 maja 2011

[381].



(Pięć Dwa Dębiec - Gdzie ty jesteś)

1.(Hans)
Napiszę list otwarty do prezesa drogi mlecznej
czy może widział się z tym co obiecał nam życie wieczne.
Zarząd nic o tym nie wie, rada nadzorcza milczy
to skąd prosty człowiek ma wiedzieć czy może na końcu na coś liczyć.
(2x)

2.(Deep)
Pustka, strach, samotność, dragi,
przemoc, śmierć, człowiek nagi.
Ogień, łzy, pieniądze, ropa,
władza, wpływy, bieda, pokarm.
Krew, gniew, bunt, ból,
walka, dni, cisza z chmur.
Miłość, wiara, piękno, usta,
zdrada, strach, samotność, pustka.


3.(Hans)
A co z życiem doczesnym, czy jest tam ktoś od tego?
No bo ja jako pierwszy chciałbym żeby sypnął mi manną z nieba.
Otworzył fundusz zapomogowy pod nazwą "Bóg człowiekowi".
Kościołów jest już dość, niech w siedem dni dom mi stworzy.
(2x)

4.(Deep)
Zaduch, zwątpienie, bezsens, słabość,
Czas, pełne goryczy osowiałe ciało, on ma dość.
Dół, pretensje, kęs nie do przełknięcia,
stres, depresja, nawet ???? w objęciach.
Niemoc, przemoc, na noc klin nasenny,
Podróż w głąb gdzie pali się żar gehenny.
Winy własne, cudze są we mnie,
Gdzie jesteś? Szukałem pod kamieniem, w połamanym drewnie.


5.(Hans)
Blady jak opłatek i żałując już za jutro,
Między ciemnością i światłem stawiam siebie jako lustro.
Tam gdzie ludzkość jest duszno, tam gdzie bóstwo jest pusto,
Więc gdzie jest ten jedyny co ma moc zamieniania słów w czyny?
To czy klęknę czy nie klęknę jest mu idealnie obojętne,
Może lepiej dla mnie będzie gdy nie będę szukał na niebie,
I zajrzę w głąb, w swe wnętrze, by odnaleźć tam wiarę w siebie.
Moc duchów kroczy z tym, który nie zna pojęcia litości,
Dostąpisz łaski gdy nigdy nie będziesz o nią prosić.
Wiatr jest niespokojny nie lubi takich opowieści,
Posłuchaj, a zrozumiesz - może odnajdziesz go jako pierwszy.


***


A co z życiem doczesnym, czy jest tam ktoś od tego?
No bo ja jako pierwszy chciałbym żeby sypnął mi manną z nieba.
Otworzył fundusz zapomogowy pod nazwą "Bóg człowiekowi".

wtorek, 3 maja 2011

[380].



(Grzegorz Turnau - Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem)

***

gdzie się pierwszy raz umówiliście z Waszymi połowami?
ja z Niemężem - w kinie.
poszliśmy na Avatar.
cały seans kombinowałam, jakby tu, khm... coś, tego. choć troszeczkę.

ale mam humor.
wisielczy.

a w Górach Sowich śnieg.

poniedziałek, 2 maja 2011

[379].



(Pięć Dwa feat. Ascetoholix - To my Polacy).

***

dziś podobno Święto Flagi.
jakie święto, ja się pytam.
w Kauflandzie ludzie masowo wykupują alko.
promocja jest, czy co?

a Wy pamiętajcie, że piwo jest rakotwórcze.
i grill też.

***


pozdrawiamy z zimówki - majówki.
leczymy się z wiosennie zielonego gluta.

niedziela, 1 maja 2011

[378].

(Michael Bublé - Hollywood)

***

wchodzę przez gigantyczne szklane drzwi do hollu Gmachu.
będę załatwiać Sprawę.
naciskam guziczek cichobieżnej srebrnej windy.

nagle podbiega pan - po stroju i plakietce wnioskuję, że jest autochtonem Gmachu.
w sumie nie jestem pewna, czy podbiegł do mnie, czy do windy.
stoi koło mnie, lecz właściwiej byłoby powiedzieć - kręci się, tańczy, wije.
ogląda mnie, podchodzi bliżej, zagląda mi w oczy, uśmiecha się, nie! - on się do mnie szczerzy.
zastanawiam się, czy poradzę z nim sobie w windzie, jeśli zapragnie jakiegokolwiek bliższego kontaktu.
dzięki menopauzie czuję się bezpiecznie (choć iluzorycznie) aseksualna, znam też moc swoich ciętych ripost, ale wiem, że jeśli zostanę uderzona - nie obronię się, nie dam rady - jestem słaba.
przyjeżdża winda, decyduję się wsiąść razem z nim.
przecież trzeba walczyć z przeciwnościami losu.

plim - plam. winda zatrzymuje się i wszystko staje się jasne - idziemy do jednego pokoju.
- oo, przyszła ta od bloga... - szemrze wiatrak liściom bluszczu.
ta od bloga, ...gaa, ...gaa, ...gaa... - powtarzają pieczęcie segregatorom.

proszę pana.
pozdrawiam pana serdecznie.
w tym tygodniu znowu TAM będę.
tym razem, gdy będziemy czekali na windę, pozwalam panu odezwać się do mnie.
może pan na przykład powiedzieć - dzień dobry pani Joanno.
a ja odpowiem panu - dzień dobry proszę pana,- i może dodam: a skąd się znamy?
i pan wtedy odpowie - czytam pani blogasia.
uniknę dzięki temu paru chwil stresu, podczas których mieć będę gonitwę myśli, wśród których najsympatyczniejsza brzmieć będzie, że jest pan seryjnym windowym mordercą - gwałcicielem.

sobota, 30 kwietnia 2011

[377].

(Mirosław Czyżykiewicz - Szkoda, że cię tu nie ma)

***

wyjechaliście na weekend majowy?
(oceniam po statystykach bloga, że tak :)))

piątek, 29 kwietnia 2011

[376].

(3 Doors Down - Here without you)

***

jest późne popołudnie.
odpoczywam w ogrodzie na huśtawce.
wgramolił się Pan Jędruś.
jest rozgrzany słońcem, jeżdżeniem boso na rowerze, wyrywaniem podpórek winogronom, grzebaniem w skibach ziemi za marchewkami (i co z tego, że to nie pora na marchewki - może jak poszuka, to znajdzie?).
pachnie mlekiem, powietrzem, trawą, ziemią.
przytulił się do mojego ramienia, opowiada mi o ulubionej zupie z kakao, wody i soli, o tym jak wyrwał trawę, nosił na taras i sikał na nią; o tym, że marzy Mu się taka jak moja, ale chłopaczyńska szczotka do zębów na bateryjkę.

bujam nas, oglądamy zdjęcia w aparacie, zaśmiewamy się z naszych min.

tam dom twój, gdzie serce twoje.

czwartek, 28 kwietnia 2011

[375].



(Wolfsheim - Care for you)

And when Winter comes around
You'll need your winter shoes.
But if winter's still about
To get too cold for you,
You'll need someone to keep you warm...
Someone to help you through the storm?
Someone who's good...
Doing no harm...

...and he'll say...

Hey, hey... I care for you... Hey, hey...I'm there...
Hey hey... I'm there for you... Hey, hey...I care...

And when the time is right
You'll wear your wedding shoes.
And if this life still seems to be
Not quite enough for you,
You'll find someone to help you out...
Someone to miss and dream about
That being in love...
Is doing no harm...

...and he'll say...

Hey, hey... I care for you... Hey, hey...I'm there...
Hey, hey... I'm there for you... Hey, hey... I care.


***








to dziwne.
wszystko mi się kojarzy z jednym.

środa, 27 kwietnia 2011

[374].

bardzo emocjonalnie reagujecie na mojego bloga.
widać piszę aż tak ciekawie.
chyba powinnam być dumna.
albo powinnam Wam podziękować.
sama nie wiem.

zanim napiszecie kolejny komentarz, zastanówcie się tylko, czy odniesiecie się w nim do tematu posta, czy też dacie ponieść się wenie, korzystając z anonimowości.

wtorek, 26 kwietnia 2011

[373].



(George Winston - Woods)

***


pobrałam link do tego genialnego filmu z bloga Poli.
większość przemyśleń i odczuć Kris są zbieżne z moimi.
niewiarygodnie komfortowo czuję się wiedząc, że inni też tak mają jak ja (albo że ja mam tak jak inni).

wymiana doświadczeń daje siłę.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

[372].

(Vangelis - Tears in rain - Blade Runner)

***

anonimowy AM pod poprzednim moim postem napisał komentarz Jacek umarł.
weszłam na bloga Ani i Jacka.
przeczytałam przejmującego posta.
rozpłakałam się.

ale, z drugiej strony...
więc to tak wyglądało.
więc już wiemy.
misterium śmierci zostało upublicznione.
już wiemy.
jesteśmy poinformowani.

zastanawiam się, którędy przebiega granica między ekshibicjonizmem a otwartością.
tak, uczestniczycie w moim życiu, to prawda.
znacie moje imię, nazwisko, grupę krwi.
wiecie na co choruję.

ale, z drugiej strony...

miejmy jasność: nie, nie winię o nic nikogo.
wypowiadam tylko swoje wątpliwości.
i chętnie dowiem się, co myślicie na ten temat.

Jacek był osobą publiczną, o wiele bardziej publiczną ode mnie - był obecny w mediach, były przeprowadzane zbiórki pieniędzy dla Niego.
i jako osoba publiczna umarł publicznie.
być może nawet życzył sobie tego.

rozumiem też potrzebę Ani podzielenia się swoimi odczuciami - wielu internautów traktuje swoje blogi jako rodzaj terapii (tak, w jakiejś mierze ja też).
powiem więcej - podoba mi się idea pisania jako twórczego wentyla dla emocji - np. po utracie bliskiej osoby.
cenię i szanuję to, co robią dla siebie wdowa po Misiu czy Joanna, pisząca o swoim tacie.

ale, z drugiej strony...

ile nam wolno pisać o innych?
czy np. czy wolno mi napisać z jakimi chorobami walczy Babcia B., czy mam prawo napisać co słychać u Niemęża, bez skonsultowania się z Nimi?
czy mogę opisać szczegółowo na blogu ostatnie chwile życia mojego Ojca?
w jakim stopniu intymność naszych bliskich należy do nas?

i na koniec, elementarna wątpliwość: żywych można zapytać czego sobie życzą, ale co ze zmarłymi?
jakie mamy do nich prawa?

niedziela, 24 kwietnia 2011

[371].

(Grażyna Brodzińska śpiewa Pamięć z musicalu Cats)

***






Wielkanoc.
włączyłam kaloryfery.
zawinęłam się w koc i piję gorącą czekoladę.
Vileda przeprowadza fotosyntezę w świetle biurkowej lampki.
Syn wyjechany, u Voldemorta. po dwóch godzinach od Jego pobrania otrzymałam telefon, że ma temperaturę 38,6.
- co mam zrobić? - zapytał dramatycznie TenKtóregoImieniaWymawiaćNieWolno.
- zmierz ponownie temperaturę - pouczyłam - dokonaj pomiaru jeszcze dwukrotnie i sprawdź, czy termometr nie pomylił się.
- kurwa, nie można się z tobą dogadać - podsumował i rozłączył się.
mhm.

***

rodzinnych i spokojnych Świąt Wam życzę.

***

- dupa mnie boli.
- co?



i jeszcze okolicznościowy dowcip:
- prk Jésus a été crucifié et non pas noyé ?
- mais tu te vois avec un aquarium au-dessus de ta porte??
w wolnym tłumaczeniu:
- dlaczego Jezus został ukrzyżowany, a nie utopiony?
- a wyobrażasz sobie akwarium zawieszone nad drzwiami??
(jędrniejsze tłumaczenie mile widziane).

sobota, 23 kwietnia 2011

[370].

(Smolik - Close your eyes)

***

pokolorowałem jajka  - rysując na jednym Dżokera, wroga Batmana, drugie zaś ozdobiłem bazgrołami.
walczyłem w kościele z plastikowym kurczakiem, którym zawiadował siedzący obok chłopiec.
cierpliwie pozowałem do zdjęć z mamą.
znalazłem w babcinym ogródku czterolistne koniczynki.
ganiałem się z mamą w berka.

skakałem z drzewa.
lecz spleenu ukryć nie potrafię.
- mamo, kiedy będę mógł grać na xboxie?- to pytanie słyszę od prawie tygodnia średnio dziesięć razy dziennie.
parę dni temu, po rozmowie korygująco - prostującej dotyczącej zatracania się w graniu oraz uzależnienia od wirtualnej rzeczywistości, Syn postanowił wymierzyć sobie karę (- ależ mamo, to nie do końca jest kara, to raczej odpoczynek, ja bardzo się cieszę, że mogę odpocząć).
nieopatrznie zapytałam się, ile dni zamierza odpoczywać.
- jedenaście - odpowiedział bez wahania.
- jesteś pewien? - dopytywałam się zatroskana planowaną skalą wyrzeczenia.
- ależ mamo, takie jest życie, muszę odpocząć, żeby nie musieć leczyć głowy z uzależnienia.
yy, dobra. trzymamy się więc raz podjętej decyzji.

- kiedy będę mógł znów grać na ixboxie? - rozbrzmiewa szlagwort. powtarzany uparcie, powtarzany przy każdej nadarzającej się okazji, powtarzany każdego kolejnego dnia coraz smutniejszym głosem.
- bo wiesz, ja już się świetnie czuję, oczy mnie nie bolą, nie kręci mi się w głowie, jestem bardzo wypoczęty, więc uważam, że mogę już grać - Syn wbija we mnie oskarżycielskie spojrzenie.

z Jego nawijką i uporem zostanie jak nic prawnikiem.

piątek, 22 kwietnia 2011

[369].

(Rezerwat - Zaopiekuj się mną)

***

w nocy przyśnił mi się Ojciec.
był jak zawsze szykownie zdystansowany, siedział na swoim miejscu przy stole kuchennym, i powiedział do mnie z dezaprobatą - przestań. przestań płakać, nie masz powodu.
- ale ja nie płaczę, Tato - chciałam powiedzieć, ale słowa ugrzęzły w gardle.

Tato, ja nie płaczę, ja tylko się martwię.

***

rano, niedaleko domu, zatrzymałam w kadrze staruszka.
ostrożnie, na drżących nogach, szedł o lasce. na smyczy za nim, nie mniej skupiony, dreptał łapka za łapką, piesek staruszka - pies staruszek.
szli powoli w niemej procesji.
celebransi schyłku życia o poranku.

popołudniu odbierałam przesyłkę z pociągu.
na peronie stał tłum odświętnie zaaferowanych ludzi.
wśród nich zatrzymał się obok mnie starszy pan z niemowlakiem w ramionach.
obaj płomiennie rudzi, piegowaci, pyzaci; obaj starannie ubrani na biało i granatowo: duży w granatowy garnitur i w białą koszulę z mięsistej bawełny, mały - w mięciutkim białym sweterku i granatowych śpioszkach - spodenkach.
czekali na pociąg emanując radością i zapachem proszku do prania dla niemowląt.

wieczorem, w tym samym miejscu, gdzie rano spotkałam pana z psem, leżał w kałuży bordowo-czarnej krwi młody chłopak.
leżał skulony w pozycji embrionalnej, zasłaniając dłońmi głowę. jakby nie zauważył, że już go nie biją.
leżał nieruchomo, tylko palcami jednej dłoni głaskał się po uchu - wydało mi się, że sprawdza, czy nadal jest cielesny.
zadzwoniłam na telefon alarmowy, policjanci prędko przyjechali.

***

nadchodzi Wielkanoc.
święto zmartwychwstania...




będziecie malować, zdobić jajka do święconki?

czwartek, 21 kwietnia 2011

[368].

(Dusty Springfield - Spooky)

***

korzystając z niespodziewanej zmiany pory roku z zimy na lato, popołudniu poszliśmy na spacer.

fontanna na placu już działa!
słońce już razi w oczy!
w parku na ławce można już jeść lody!
...a mama chce już do domu.

jestem zmęczona.
a tyle jeszcze roboty przede mną.
wracam rzeźbić. koncepcyjnie.

a co Wy robicie w ten cudny, letni wieczór?

środa, 20 kwietnia 2011

[367].

(Rod Steward - Sailing)

***

dziś przy odbieraniu progenitury z uczelni zostałam poproszona na rozmowę z przedszkolanką i Syna w sprawie tegoż oraz śrubki.
otóż w dniu dzisiejszym Giancarlo wykręcił śrubkę z krzesełka, po czym ze swoim najlepszym ziomem wyrzucili ją komisyjnie do kibelka.
pani przedszkolanka dała im po gumowej rękawiczce i kazała wyławiać śrubkę z klopa.
po odzyskaniu śrubki zostali zaproszeni na rozmowę z dyrektorką.

Syn był zdruzgotany swoim brakiem odpowiedzialności wobec przedszkolnych śrubek i perspektywą srogich reperkusji.
żeby nie nabawił się w niedalekiej przyszłości raka żołądka, zanim wyszliśmy z przedszkola, schyliłam się i naszeptałam Mu do ucha, że bawią mnie takie historie i nie zamierzam Go karać.
następnie pojechaliśmy do Babci B. na obiad.
Giancarlo z progu zrelacjonował Babci B. swoją przewinę oraz serdecznie się pokajał.
Babcia B. wysłuchała Go z narastającym zdumieniem i słabo skrywanym uśmiechem, po czym kazała Mu jutro powiedzieć przedszkolance, że jak jej mało śrubek, to u Babci w garażu jest dużo i On może do przedszkola zanieść kilogram śrubek.
przekaz powtórzyła dwukrotnie, upewniając się, że Giancarlo zapamiętał, co ma powiedzieć.

chryste, jeśli On to jutro powie w przedszkolu, znowu mnie wezwą na rozmowę.
tyle że tym razem w sprawie śrubek i Babci B.

***

- mamuniu, lustrzanką foty robię.
patrz na mnie, nie gadaj już przez telefon!

(a ja rozmawiam z matką drugiego zbrodzienia śrubkowego).
-  jak ciepło.
już można leżeć w ogrodzie!
- to magnolia.
czy cośtam.
- maamaaaaa!
zrób głupią minkę!

wtorek, 19 kwietnia 2011

[366].

(Bill Withers - Lovely Day)

***


wciąż jestem.
muszę więc jeść.


a może nie muszę.

nie, raczej muszę.

muszę.
zdecydowanie: muszę.

tyle jeszcze przed nami.

tyle zaskoczeń.

tyle niewiadomych.

będzie dobrze.


chyba.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

[365].



(Bill Withers - Ain't No Sunshine)

***

i znowu poniedziałek.
dzień pizzy.
bo w poniedziałki promocja.
pizza za 5 zł.

daję monetę.
stajemy przy kasie.
zamawia.
- poproszę pyszną pizzę, taką okrągłą. - przerwa. wyczekiwanie. wzrok wbity w sprzedawcę.
niestety, dziś sprzedający jest zmęczony. nie będzie międzypokoleniowej interakcji przez kontuar.
poprzez znaczące podniesienie brwi i przewalenie oczami zachęcam do rozwinięcia się.
więc kontynuuje:
- ...taką okrągłą, z salami, serkiem żółtym, polewką pomidorową i z takimi paproszkami w kolorze zielonkawym.
- przyjąłem zamówienie, za kwadrans podamy pizzę.
udało się.

na pizzy

niedziela, 17 kwietnia 2011

[364].



(Led Zeppelin - Since I've been loving you)

***

znalazłam taki aforyzm: szczęście to coś do zrobienia, ktoś do kochania i nadzieja na coś.

no to jestem szczęśliwa.
BARDZO.

***

wierzycie w amulety?
ja tak. tak chcę.

wierzę w siłę łańcuszka od Babci B. (i w wisiorek, który dokupiłam do tego łańcuszka).
wierzę w moc bransoletki od Niemęża, na której wisi pięć zawieszek - symboli.
wierzę w moc bransoletek od Syna, plastikowych badziewi na sznurko - gumkach.
a wczoraj dołączyła do zestawu niezdejmowalnej biżuterii czerwona wełenka.

wierzę w amulety.
wierzę w ochronną siłę miłości.

i choć początkowo wydawało mi się to nieracjonalne, zdumiewające, z czasem zrozumiałam sens standardowego pytania onkologa: czy ma pani dla kogo żyć?
 
©KAERU 2010
Wszystkie prawa zastrzeżone Sałyga