wczoraj, po moim powrocie ze szkolenia w Łodzi (w jedną stronę spałam będąc kierowcą, w drugą - też spałam, ale już jako pasażer), poszliśmy pradawnym piątkowym zwyczajem do herbaciarni wsiowej, gdzie rozegraliśmy z Giancarlem po partii szachów.

miło mi było przyglądać się, jak w skupieniu zapamiętywał zasady, jak starał się grać uczciwie, jak walczył z niechęcią do przegrywania i z pokusą modyfikowania reguł gry.
mimo że Go bacznie obserwuję, On niepostrzeżenie z malucha stał się chłopaczkiem.
-
mamuniu, pada deszcz, chodź szybciutko do domku, bo zmoczysz sobie te twoje prześliczne pantofeleczki i te twoje mięciutkie rączki.
a po otwarciu drzwi: -
jak dobrze, że my tu w domu dach mamy, to nie pada nam na głowę, prawda mamuniu?
Normalnie zaraz sypnie mu się zarost ;)
OdpowiedzUsuńna jajkach ;)
OdpowiedzUsuń