wtorek, 27 kwietnia 2010

[17]. chodzą parami.

wczoraj, wracając ze szkolenia z Lublina, zjedliśmy z Niemężem w Miejscu nad Wisłą obiad.
drogę w obie strony wskazywała nam nawigacja, więc zgubiliśmy się ze trzy razy.

potem, wieczorem, u nasz we wsi, nadaremno szukaliśmy do dzisiejszego badania zamiennika lekarstwa, które podobno jest smaczniejsze od fortransu.
dostaliśmy je tylko dlatego, bo ktoś inny nie odebrał, choć zamówił.
(i nie wiem, jak smakuje fortrans, ale x-prep nie jest smaczny).

a tymczasem moja służbowa cytryna zrezygnowała ze świecenia światłami.
nie muszę Wam pisać, że spowici ciemnościami pojechaliśmy spod szpitalnej apteki na stację benzynową celem wymiany żarówek.
nie muszę też pisać, że TA stacja była akurat zamknięta, więc ruszyliśmy na inną.
i nie muszę pisać, że oczywiście zatrzymała nas policja.
i że na innej stacji pan nie miał pojęcia o wymienianiu żarówek, więc wróciliśmy samochodem bez świateł do domu.


w domu okazało się, że katar Syna ewoluował w ból ucha, w nocy zaś został dodatkowo okraszony gorącymi łzami, kwikami boleści i, oczywiście, neomycyną w kroplach.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

 
©KAERU 2010
Wszystkie prawa zastrzeżone Sałyga